Z tymi słowami Floryzel wyszedł wraz z pastorem i skierował się ku furtce. Vandeleur świecił mu i jeszcze raz otworzył złożony system zamków i zasuwek:

— Córki pana tu nie ma — rzekł książę na progu — więc powiem panu teraz, że rozumiem pańskie pogróżki. Ale wystarczy panu podnieść rękę, a ściągnie pan na siebie niechybną ruinę.

Dyktator nic nie odpowiedział, ale uczynił za odchodzącym gest wściekłości i groźby. W chwilę potem biegł do rogu, skręcił w przecznicę i podążył do najbliższego postoju dorożek.

Tu, mówi bajarz arabski — akcja odwraca się od domu z zielonymi żaluzjami. Jeszcze jedna przygoda — i skończy się historia Diamentu Radży. Ostatnia ta opowieść znana jest mieszkańcom Bagdadu pod nazwą „Przygody księcia Floryzela i detektywa”.

IV. Przygoda księcia Floryzela i detektywa

Książę Floryzel szedł z pastorem Rollesem aż do drzwi hotelu, w którym ten zamieszkiwał. Wyrzuty, które mu czynił, słowa jego pełne życzliwości i surowości wzruszyły młodzieńca do łez.

— Zniszczyłem swe życie — mówił Rolles — proszę mi poradzić, co mam uczynić? Nie mam cnót kapłana ani przebiegłości łotra.

— Teraz, kiedy pan jest upokorzony — odparł Floryzel — przestaję rozkazywać. Człowiek skruszony ma do czynienia tylko z Bogiem, nie zaś z monarchami. Ale jeżeli zechce pan posłuchać mojej rady, proszę jechać do Australii, poszukać tam ciężkiej pracy na świeżym powietrzu i zapomnieć, że był pan kiedyś duchownym i że widział pan kiedykolwiek ten przeklęty kamień.

— Zaiste przeklęty! — potwierdził gorąco Rolles — gdzież on jest teraz? Jakie nowe nieszczęście przyniesie ludziom?

— Nie przyniesie już nieszczęścia nikomu — odparł książę — jest w mojej kieszeni. Niech pan przyjmie tę wiadomość jako dowód zaufania dla tak świeżej jeszcze skruchy pana.