Wahał się chwilę zaledwie.

— Niechże tak będzie — postanowił — idziemy do prefektury.

Detektyw ukłonił się raz jeszcze i poszedł za księciem w przyzwoitej odległości.

— Podejdź pan — rzekł książę — mam ochotę na pogawędkę. Zdaje mi się, że nie po raz pierwszy spotykamy się tutaj.

— Wielki to zaszczyt dla mnie, że Wasza Wysokość mnie pamięta — rzekł ajent — miałem honor rozmawiać z Waszą Wysokością przed ośmiu laty.

— Pamiętam twarze: to należy zarówno do mego fachu, jak do pańskiego — odpowiedział Floryzel — dobrze zważywszy, monarcha i detektyw pracują w tej branży. Obaj zwalczają zbrodnię. Tylko moje stanowisko jest ryzykowniejsze, pańskie zaś niebezpieczniejsze, ale zarówno jedno, jak i drugie mogą przynieść zaszczyt porządnemu człowiekowi. Chociaż wyda się to panu dziwne, wolałbym być detektywem z talentem i charakterem niż słabym i niedołężnym monarchą.

Ajent aż ugiął się pod ciężarem zaszczytu.

— Wasza Wysokość płaci dobrem za złe i na wyrządzane przez nas przykrości odpowiada najwyższą pobłażliwością.

— Skąd pan wie — zaśmiał się Floryzel — czy nie chcę przekupić pana?

— Niechże Bóg mnie obroni od pokusy! — zawołał detektyw.