— Ach, to nie jest głos Jekylla, to jest Hyde! — zawołał Utterson. — Pawle, wyłamiemy drzwi!

Paweł wziął rozmach i grzmotnął siekierą we drzwi; uderzenie wstrząsnęło ścianą i drzwi zachybotały w zawiasach. Z gabinetu doleciał krzyk straszny, jakby śmiertelnie przerażonego zwierzęcia. Znowu siekiera spadła na drzwi i znowu wstrząsnęła się ściana. Czterokrotnie Paweł wymierzał cios, lecz drzwi były z niezwykle twardego drzewa, a spoidła mocno i doskonale sporządzone. Dopiero po piątym razie pękły drzwi i runęły do wnętrza pokoju.

Obaj nacierający spojrzeli na wnętrze pracowni. Przed ich oczyma ścielił się obraz spokoju i ciszy. Na stole paliła się lampa, w piecu płonął ogień, kocioł z wrzątkiem stał na trójnogu, pod którym migotał płomyk, na biurku leżały papiery ułożone w porządku, na stoliku obok kominka stała zastawa na herbatę — słowem, pokój ten można by uważać za przyjemny, cichy zakątek uczonego...

W środku pokoju leżało ciało, jeszcze drgające...

Utterson i Paweł weszli na palcach i spojrzeli w twarz leżącego. Był to — Edward Hyde. Nosił ubranie zbyt wielkie, ubranie doktora Jekylla. Muskuły twarzy jego drgały jeszcze, ale życie z tego człowieka już uleciało. W ręku ściskał szklaną rurkę; w powietrzu unosił się jakiś mocny zapach...

Utterson zrozumiał, że ma przed sobą trupa samobójcy.

— Przybyliśmy za późno — rzekł poważnie — za późno, by ratować, i za późno, by karać. Hyde stanął przed najsprawiedliwszym sędzią świata... A teraz musimy jeszcze znaleźć ciało mego przyjaciela, Jekylla.

Główną część domu zajmowała sala wykładowa, wypełniająca cały parter; nad tą salą znajdował się gabinet. Korytarz łączył salę wykładową z drzwiami prowadzącymi w boczną uliczkę. Ponadto znajdowało się w domu kilka jeszcze ciemnych zakamarków i przestronna piwnica.

Wszystkie te miejsca przeszukał Utterson z Pawłem z wielką starannością. Nie trwało to długo: wszystkie bowiem zakamarki były puste; sądząc po kurzu, jaki opadał z drzwi, które otwierali, od dawna nikt do tych komórek nie wchodził. Piwnica natomiast była przepełniona różnymi gratami, pochodzącymi jeszcze z czasu, gdy dom należał do chirurga, od którego go Jekyll nabył. Lecz gdy drzwi do piwnicy otwarli, zrozumieli, że wszelkie poszukiwania byłyby tu bezcelowe, gdyż gęste kłęby pajęczyny dowodziły, iż od lat wielu piwnica była nieużywana.

Nigdzie nie było śladu Henryka Jekylla, żywego albo nieżywego.