— A zresztą czy nic poza tym słychać nie było?
— Raz słyszałem płacz.
— Płacz? Jak to? — zapytał adwokat, przejęty nagle wielkim przerażeniem.
— Płacz jakby kobiety lub zatraconej duszy. Uciekłem, było mi tak ciężko na sercu, że sam najchętniej rozpłakałbym się...
— No — zawołał Utterson — przystąpmy do dzieła!
Paweł dobył siekiery znajdującej się na jednej ze skrzyń i ustawił świecę na stole, by świeciła im w przygotowaniach do natarcia. Wstrzymując oddech, zbliżyli się możliwie najciszej do drzwi, za którymi ktoś szedł wciąż tam i z powrotem lekkim krokiem.
— Jekyll! — zawołał Utterson donośnym głosem. — Muszę cię koniecznie zobaczyć.
Z gabinetu nie padło ani jedno słowo odpowiedzi.
— Zwracam twoją uwagę — mówił dalej Utterson — że podejrzenia nasze są bardzo ciężkie i że muszę cię zobaczyć. Jeśli nie otworzysz dobrowolnie, otworzę drzwi bez twego zezwolenia, gwałtem!
— Uttersonie — doszedł głos zza drzwi — na miłość boską, miej litość.