Tymczasem Włoch złożył swoją chorągiew pokoju, schował ją do kieszeni i znikł wśród wydm.
— Wojują jak ludzie honoru — rzekł Northmour. — Są to dżentelmeni i żołnierze. Chciałbym, abyśmy wszyscy troje: ja, Frank i ty, droga pani, byli z nimi razem, powierzając tę istotę na łóżku komu innemu. Proszę się nie obrażać. Wszyscy przejdziemy do wieczności, kiedy przyjdzie czas. Co do mnie, gdybym mógł udławić Huddlestone’a i wziąć Klarę w ramiona, umarłbym z pewną dumą i satysfakcją. A w obecnej sytuacji, dalibóg70, będę miał całusa!
Zanim zdołałem przeszkodzić, porwał Klarę w objęcia i kilkakrotnie pocałował opierającą się dziewczynę. Ale w tejże chwili odtrąciłem go i cisnąłem nim o ścianę z wściekłością. Northmour zaczął się śmiać długo i głośno. Obawiałem się o jego zmysły, bo zawsze śmiał się spokojnie i niewiele.
— Teraz, Frank — rzekł, gdy wesołość jego opadła — kolej na ciebie. Oto moja ręka! Żegnaj, do widzenia! — Potem, widząc, że stoję sztywny i oburzony, trzymając Klarę przy swym boku, wybuchnął: — Człowieku, gniewasz się? Myślisz, że umrzemy, zachowując wszelkie formy jak w salonie? Wziąłem pocałunek i rad jestem z tego. Ty możesz wziąć także i wyrównać rachunek.
Odwróciłem się od niego z pogardą, której nie starałem się ukryć.
— Jak chcesz — powiedział. — Byłeś w życiu pedantem71 i taki już umrzesz.
Z tymi słowami usiadł na krześle, położył strzelbę na kolanach i zaczął bawić się zamkiem. Ale widziałem, że wesołość jego znikła i po tym wybuchu (jedynym w życiu, jaki widziałem u niego) opanował go znowu nastrój posępny i groźny.
Przez ten czas napastnicy mogliby wejść do domu, a my byśmy tego nie spostrzegli. Zapomnieliśmy o niebezpieczeństwie wiszącym nad nami. Nagle Huddlestone krzyknął i wyskoczył z łóżka.
Zapytałem, co się stało.
— Ogień! — wołał. — Oni podpalili dom!