— Ojciec mój! Jak pan dowiedział się o tym?
— Widziałem go przy lądowaniu — odpowiedziałem i odpowiedź ta zadowolniła nas oboje, gdyż była to istotnie prawda.
— Ale — ciągnąłem dalej — pani może się mnie nie obawiać. Widzę, że chce pani pozostać w ukryciu i że nie naruszę tajemnicy pani; to jest tak pewne, jak gdybym spoczywał wśród piasków ruchomych. Już od lat prawie z nikim nie mówiłem34, jedynym moim towarzyszem jest mój koń, a i on, biedne zwierzę, nie jest w tej chwili przy mnie. Widzi więc pani, że może pani liczyć na moje milczenie. Niechże droga pani mi powie, czy zagraża pani niebezpieczeństwo?
— Pan Northmour mówi, że jest pan człowiekiem honoru — odpowiedziała — i wierzę, że tak jest. Powiem więc panu: ma pan słuszność, jesteśmy w okropnym, okropnym niebezpieczeństwie i pan je podziela, pozostając tu z nami.
— A! — rzekłem. — Pani słyszała o mnie od Northmoura? I on ma o mnie dobre mniemanie?
— Pytałam go o pana wczoraj wieczorem — tłumaczyła się. — Powiedziałam — tu czuło się wahanie w jej głosie — powiedziałam, że spotkałam pana dawno już temu i słyszałam o nim od pana. Była to nieprawda, ale nie wiedziałam, jak mam wybrnąć z tego, nie zdradząc obecności pana35. Northmour bardzo chwalił pana.
— Pani pozwoli mi na jedno pytanie: czy to niebezpieczeństwo zagraża ze strony Northmoura?
— Od pana Northmoura? — żywo zawołała młoda dziewczyna. — Och, nie, on naraża się razem z nami.
— A mnie pani proponuje, abym stąd uciekł? — odparłem z wyrzutem. — Nieświetnego jest pani o mnie zdania.
— Po cóż by pan tu miał pozostać? — przekonywała dalej. — Nie jest pan naszym przyjacielem.