Ukazałem się natychmiast i wyskoczyłem na brzeg. Kiedy mnie ujrzała, widocznie odetchnęła z ulgą.

— Och — zawołała chrapliwie, jakby pierś jej była zdławiona ciężarem — dzięki Bogu, pan jest żywy i zdrowy. Wiedziałam, że jeżeli pan jest, to przyjdzie pan tutaj. — (Czy to nie dziwne? Tak szybko i mądrze natura przygotowuje nasze serca dla spójni33 trwającej życie całe, że już na drugi dzień naszej znajomości ja i żona moja mieliśmy tej spójni przeczucie. Ja czułem, że będzie mnie szukała, ona była pewna, że mnie znajdzie). — Proszę opuścić to miejsce — mówiła dalej prędko — proszę mi obiecać, że nie będzie pan dłużej spał w lesie. Pan nie wie, jak ja cierpię. Przez całą ostatnią noc nie mogłam spać, myśląc, że pan jest w niebezpieczeństwie.

— W niebezpieczeństwie? — powtórzyłem. — Któż mi zagraża? Northmour?

— O nie — odparła — czyż pan sądzi, że powiedziałam mu o naszej wczorajszej rozmowie?

— Nie Northmour? — zdziwiłem się. — Więc któż? Dlaczego? Nie mam powodu obawiać się nikogo.

— Pan nie powinien się dopytywać — brzmiała jej odpowiedź. — Proszę mi zaufać i odejść stąd prędko, prędko! Tu chodzi o życie pana!

Straszenie odważnego młodzieńca nigdy nie jest dobrą strategią. Słowa jej wzmogły tylko mój upór i uważałem odtąd za punkt honoru — zostać. Jej troskliwość o mnie jeszcze bardziej umacniała mnie w tym zamiarze.

— Nie chcę się wdzierać w tajemnice pani — odparłem — ale jeżeli Graden jest miejscem tak niebezpiecznym, pani sama naraża się, zostając tutaj.

Ona tylko popatrzyła na mnie z wyrzutem.

— Pani i jej ojciec — podjąłem, ale przerwała mi rozpaczliwie: