— Czy nie z żoną pana Northmoura? — odrzekłem w formie pytania.
Potrząsnęła głową i przypatrywała mi się z uwagą, która stawała się kłopotliwa. Po czym wybuchła nagle:
— Ależ pan ma twarz uczciwą. Proszę być tak szczerym, jak twarz pana, i powiedzieć, czego pan chce i czego pan się obawia. Czyż pan sądzi, że mogłabym panu zaszkodzić? Pan ma raczej możność wyrządzenia mi krzywdy. A jednak nie wygląda pan jak wróg. Po cóż pan, dżentelmen, błąka się jak szpieg w tym pustkowiu? Proszę mi powiedzieć, kogo pan nienawidzi?
— Nie nienawidzę nikogo — odparłem — i nie boję się stanąć z nikim oko w oko. Nazywam się Cassilis, Frank Cassilis. Prowadzę życie włóczęgi dla własnej przyjemności. Jestem jednym z najstarszych przyjaciół Northmoura. Tymczasem przed trzema dniami na tym samym wybrzeżu pchnął mnie nożem w ramię.
— To był pan! — zawołała.
— Dlaczego to uczynił — ciągnąłem dalej, nie zważając na ten okrzyk — ani mogę odgadnąć, ani też dbam o to32. Nie mam wielu przyjaciół i nie jestem wrażliwy na przyjaźń, ale z miejsca, gdzie jestem, nie dam się ruszyć i nic mnie nie zastraszy. Jeżeli zaś pani przypuszcza, że mogę zaszkodzić jej albo też jej przyjaciołom, jest na to sposób, daję go w ręce pani. Proszę powiedzieć Northmourowi, że obozuję w kotlinie Hemlock, a może przyjść i zasztyletować mnie w nocy, gdy będę spał.
Mówiąc to, zdjąłem czapkę, złożyłem ukłon pannie i wczołgałem się znów między wydmy. Pierś mą ściskało bolesne uczucie. Czułem się bohaterem i męczennikiem. A tymczasem, naprawdę, nie miałem nic na usprawiedliwienie mego postępowania. Zatrzymałem się w Graden wiedziony ciekawością, ale nie był to motyw szlachetny. Innej przyczyny, która już wtedy przykuwała mnie do tej okolicy, nie mogłem pani mego serca wymienić.
Przez całą noc o tym tylko myślałem. Chociaż sytuacja jej wydawała mi się podejrzana i otaczała ją tajemnica, byłem zupełnie pewny, że ona nie czyni nic złego. Dałbym życie za to, że udział jej w tych sprawach jest całkiem niewinny i bez zarzutu. Ale wytężając bezskutecznie wyobraźnię, nie mogłem się domyślić, co ją łączyło z Northmourem. Czułem, że zdanie moje o niej jest słuszne, gdyż jest oparte nie na rozsądku, lecz na intuicji. I zasnąłem z myślą o niej.
Nazajutrz przyszła o tej samej porze sama. Jak tylko wydmy zasłoniły ją od strony pawilonu, zbliżyła się do brzegu, wołając mnie po imieniu stłumionym głosem. Ze zdziwieniem ujrzałem, że jest śmiertelnie blada i silnie wzruszona.
— Panie Cassilis — zawołała — panie Cassilis!