Ale tymczasem robiło mi się gorzej z każdą chwilą. Raz upadłem, gdyż noga mi się powinęła z osłabienia. Wzruszyło to Alana na chwilę, ale zerwałem się tak żwawo na nogi i tak spokojnie ruszyłem w dalszą drogę, iż on niebawem zapomniał o tym zdarzeniu. Biły na mnie udary gorąca, to znów chwytały mnie targające dreszcze. Kłucie w boku stało się wprost nieznośne. W końcu zacząłem odczuwać, że już dalej wlec się nie mogę; jednocześnie ni stąd ni zowąd owładnęło mną pragnienie, by rozprawić się z Alanem, dać folgę wzburzeniu i rychlejszym sposobem dokonać żywota. Właśnie on przezwał mnie „wigiem”. Jam się zatrzymał.

— Mości Stuart! — ozwałem się głosem, który drżał jak struna na gęślikach. — Waćpan jesteś ode mnie starszy i winieneś znać swe obyczaje. Zali poczytujesz za rzecz wielce mądrą lub dowcipną wytykać mi moje przekonania polityczne? Mniemałem, że gdzie doszło do niesnasek, tam szlachcicom nawet zwadzonym przystoi zachować miarę wzajemnej grzeczności; w razie przeciwnym, mogę aści272 zapewnić, zdobyłbym się na docinek lepszy od wielu twoich uszczypliwości.

Alan stanął naprzeciwko mnie, mając kapelusz na bakier, ręce osadziwszy w kieszeniach spodni i pochyliwszy głowę z lekka w bok. Słuchał mych słów, uśmiechając się złośliwie, o ile zdołałem dostrzec przy świetle gwiazd; kiedy skończyłem, zaczął pogwizdywać melodię jakobicką. Była to nuta piosenki, wydrwiwającej obronę jenerała Cope’a w twierdzy Presta:

Hej, Janie Cope, czyś jeszcze żyw?

Czy twoje bębny jeszcze werbel grają?

Przyszło mi na myśl, że w dniu onej bitwy Alan walczył po stronie króla.

— Czemuż to wybrałeś tę melodię, mości Stuart? — zagadnąłem. — Czy chcesz mi przypomnieć, że pobito cię i po tej, i po tamtej stronie?

Nuta śpiewki zamarła na wargach Alana.

— Dawidzie! — odezwał się.

— Ale w obecnych czasach już przeszły te obyczaje — ciągnąłem dalej — i sądzę, że odtąd winieneś odzywać się uprzejmie o moim królu i o moich przyjaciołach Campbellach.