— A któżby to mógł być?
Czekał chciwie odpowiedzi, a Barnes poznał, że zagrał atutem.
— Mr. Mitchel. Przybyłem w celu wyśledzenia go. Sądziłem, że spadkobierca zapłaci mi ładne honorarjum, w razie powodzenia. Myślałem, że znajdę męża zmarłej, który ma niezaprzeczalne prawo.
— Acha! — rzekł Mitchel, usiadł i zapadł w dumanie, a Barnes uznał, że lepiej czekać aż przemówi.
— Słuchaj pan, ile żądasz za dostarczenie pieniędzy? — spytał wkońcu przybyły.
— Nie mogę ich wcale dostarczyć! — odparł detektyw — zanim nie dostanę od pana dowodu, że jesteś mężem zmarłej.
— Wszakżem powiedział już, że żyłem z nią, dopóki nie uciekła...
— Tak, żyłeś pan... Ale czy wzięliście ślub, jak przystało?
— Oczywiście! Wszakże mówiłem już, że byłem jej mężem.
— W takim razie aresztuję pana w imieniu prawa! — wykrzyknął Barnes, zrywając się.