— Szukam informacji o pewnej kobiecie, która tutaj znaną była pod nazwiskiem Montalbon...

Nagła zmiana zaszła w rysach starca i znikł gościnny uśmiech.

— Nic nie wiem o tej kobiecie! — oświadczył lodowato, wstał i podszedł do drzwi. Zdumiony Barnes poznał, że musi działać szybko, by nie stracić możności dowiedzenia się czegoś od tego człowieka.

— Przepraszam, panie Neuilly! — zawołał spiesznie. — Zechcesz pan chyba pomóc do ujęcia mordercy tej kobiety!

Słowa te odniosły zamierzony skutek.

— Mordercy? Czyż została zamordowana? — spytał starzec, wracając na swoje miejsce.

— Róża Montalbon została przed kilku miesiącami zamordowana w Nowym Jorku, ja zaś sądzę, że jestem na tropie zbrodniarza. Racz mi pan dopomóc.

— To zależy od okoliczności. Powiadasz pan że tę kobietę zamordowano. To zmienia w znacznym stopniu mój stosunek do rzeczy. Miałem ważne, dla mnie przynajmniej ważne powody, by nie mówić o niej z panem, ale skoro nie żyje, powody te ustają.

— Chciałbym się dowiedzieć poprostu, czy znałeś pan niejakiego Leroy Mitchela, uchodzącego za jej męża?

— Znałem dobrze tego, na baranka farbowanego szubrawca, który zachowywał się zresztą, jak człowiek kulturalny.