— Powiadasz pan, że ma tę małą przy sobie?

— Tak. Oto jej fotografja.

Podał starcowi odbitkę Lucette.

— Bardzo, bardzo podobna! — mruknął Neuilly i zapadł w milczenie.

— Zdaniem pańskiem, zamordował tę Montalbon? — spytał po chwili.

— Tak sądzę.

— Straszne to przywodzić na stryczek ojca tego dziecka! Co za hańba! Co za hańba! Ale sprawiedliwość przedewszystkiem!

Mówił do siebie raczej, niż Barnesa.

— Nie powiem panu żądanego nazwiska, ale pojadę razem do Nowego Jorku i jeżeli ta historja jest prawdziwą, poruszę ziemię i niebo, by się stało zadość sprawiedliwości, a nową ofiarę wyrwę ze szponów potwora.

— Doskonale! — wykrzyknął detektyw bardzo zadowolony z wyniku wizyty. — Jedno jeszcze Mr. Neuilly! Co pan wiesz o istnieniu tego drugiego Leroy Mitchela?