— Naturalnie, ale to jest niemożliwe!

— Wszystko jest możliwe! Przeczytajże pan to!

Dobył papier i podał Barnesowi, który przeczytał spiesznie.

— To haniebne! — wykrzyknął podnosząc oczy.

— Mr. Barnes, przyrzekłeś pan nie mieszać się narazie w moją sprawę. Jeśli za dwie godziny przybędziesz pan do mego mieszkania, gotów będę odpowiedzieć na wszystkie pytania, oraz zaspokoić inne pretensje. Znasz mnie pan dostatecznie, by wiedzieć, że dotrzymuję słowa. A teraz chodźmy, przyjaciele!

Zaraz też wyszli wszyscy z zakrystji, czyniąc tem prawdziwą ulgę zebranym, a Barnes został, do cna ogłupiały. Uroczystość odbyła się bez dalszych przeszkód, a wpół godziny potem państwo Leroy Mitchel odjechali do hotelu piątej avenue. Barnes, nie czekając końca, odszedł zaraz po przeczytaniu pisma wręczonego przez Mitchela. Było to, noszące datę dnia ubiegłego, poświadczenie urzędu cywilnego, że zaślubin dokonano. Bez względu na to jakie miał detektyw powody przeszkodzenia małżeństwu Mitchela, było ono faktem, a zręczny człowiek okpił Barnesa ponownie, dzięki depeszy Seftona, która umożliwiła mu poprzedzenie ślubu kościelnego, cywilnym.

Rozdział piętnasty. Mitchel udziela łaskawie paru wyjaśnień

Po powrocie do Nowego Jorku udał się Barnes zaraz do swego biura, gdzie ze zdziwieniem zastał Lucette.

— No i cóż? — spytał ostro.

— Przyszłam, by panu złożyć niezwłocznie sprawozdanie. Niema czasu do stracenia.