— Nie, nie wiem zgoła! Cóż to za powody?
— Jeśli pan nie wiesz, z jakiegoż powodu zawarty został wczoraj jeszcze ślub cywilny?
— Mógłbym odpowiedzieć, że tak bywa często, ale wyznam uczciwie, że mi to wpadło do głowy dopiero na wieść o pańskim powrocie. Pomyślałem, że mógłby panu utkwić w głowie pogląd, iż nie mogę się teraz żenić. Znając pana dobrze, wiedziałem, że w takim wypadku... a zdarzało się to już nieraz... wkroczysz pan napewno. Ponieważ postanowiłem odbyć zaślubiny w porze oznaczonej, namówiłem drogą żoneczkę moją, by wczoraj jeszcze wzięła ślub cywilny. Oto cała historja. Jakiż był tedy cel pański?
— Wiesz pan dobrze, że to wszystko blaga i że mógłbym był użyć Miss Remsen za świadka przeciw panu, co teraz, po ślubie, jest niewykonalne.
— Hm... przyznaję, żem myślał coś takiego. A cóż pan zamierza czynić teraz?
— Przedewszystkiem aresztuję pana za uprowadzenie dziecka, które było w opiece Róży Montalbon.
Jeśli Barnes oczekiwał, że przeciwnik będzie zaskoczony, doznał rozczarowania.
— Tak? — rzekł spokojnie. — I cóż dalej?
— Potem zmuszę pana sądownie do podania miejsca pobytu małej i wydania jej!
— Trudnoby panu przyszło, gdyby nie to, że ja sam pomogę. Ale odwróćmy tok rzeczy i zacznijmy od wydania dziecka. Emiljo!