— To prawda! — rzekła po chwili. — Ale uświadomiłam sobie wszystko dopiero po niewczasie.
— Czemuż nie stawiła pani oporu, nie wykrzyknęła?
Znowu zawahała się z odpowiedzią.
— Wiem, że masz pan prawo stawiania pytań takich — odparła po chwili, tonem stanowczym — i odpowiem, jeśli na tem panu zależy. Proszę mi przedtem jednak powiedzieć, czy byłoby dobrze wymieniać nazwiska na podstawie bardzo słabych podejrzeń. Miast pomóc, zaszkodziłabym, kierując uwagę pańską w niewłaściwą stronę.
— Taka możliwość istnieje rzeczywiście, Miss Remsen. To też, poprzestanę na doświadczeniu własnem, nie biorąc za podstawę działania tego, co mi pani powie.
— Zgoda! Proszę mi jeszcze przyrzec, że nie będziesz pan wyciągał przedwczesnych wniosków i tropił człowieka, którego wymienię.
— Jestem gotów pójść za wolą pani. Nie wystąpię przeciw danemu osobnikowi, o ile nie będę miał innych dowodów, prócz podejrzeń pani.
— Doskonale! Pytał pan, czy nie mam podejrzenia i dlaczego nie stawiłam oporu złodziejowi. Pamięta pan, że miałam głowę pochyloną. W pierwszej chwili nie mogłam zrozumieć, czemu szpilka porusza się. Błysło mi, że może zaczepiłam nią o ubranie sułtana. Zaraz atoli jął bić zegar i pomyślałam, że Mr. Mitchel bierze tę szpilkę, by wygrać zakład. Dlatego zachowałam się spokojnie. Czy jest to panu jasne?
— Zupełnie. Wnioskuję stąd, że Mr. Mitchel uprzedził panią zgóry o tem, co czynić zamyśla.
— Nie, nie uprzedził mnie i dlatego poprosiłam pana.