— Idę na spoczynek, więc śmiem też zapytać, czy raczył mi sahib na nocne czuwanie urządzić jhopree506 i cierniowe łoże?

— Wszystko na żądanie, ojcze-świętoszku, lecz myślę, że dzisiaj po takim wysiłku należy się spanie w puchach otomany stojącej tuż obok.

— Rad bym, lecz nie mogę. Myśl o okrucieństwie wytchnienia nie daje. Uczciwie uważam, że aby ją zgłębić, należy wprzód grozę zwrócić przeciw sobie. Pójdę więc spróbować.

— Dawno już przestałem obawę przed samym sobą w sobie hodować i wolę drugim napędzać lęku.

— Niezawodny sposób, by uzyskać władzę nad tchórzliwym bliźnim, lecz nigdy nad myślą, która może tworzyć.

Tuż nad schodami, którymi zdążają na prywatne piętro, skrzeczy dzieciarnia. Podrygałowiąt nieskalany tuzin. Chłopcy łobuzy kuksują dziewczęta i skradzioną szminką smarują buzie.

Hołotkę zapędza troskliwa Prakseda. Do hotelu śpieszy, do sznelzydera. Żałość ją spiera, skwaśniała i tępa, nie wiadomo za czym. Nie zabiła byka, a wywietrzała z niej wszystka rozpusta. Cnota została, ale zakurzona i paskudnie zmięta. I Igor — niepokój i smerdy — udręka. Siedziała w przeciągu, więc coś w nogę strzyka. A ząb trzonowy musiał pewnie zbucznieć507, gdyż ćmi jak na słotę i ciepa się508 w gębie. Podrygałow wróci niechybnie nad rankiem. Może z Ewarystą tkwią gdzieś w traktierni509, świętują triumfy. Kuma nieproszona, lat dawnych piosenka, wioskowa wspominka, ni stąd, ni zowąd włazi do bębenka:

Cnoto moja, cnoto,

byłaś kiedyś złoto;

teraz mi się mienisz,