— Wiadome ci wejście?
— Na cóż ci się przyda? Mnie pierwszą Yetmeyer do lochu wtrąci, jeżeli ci wydam ten dostęp tajemny.
— A więc odkryję wszystko, czego trzeba: nie jestem sadhusem ni hinduskim świętym. Przesławny ze mnie z Buffalo detektyw. Nad Orgazem czuwam. Od dzisiaj nad tobą opieki mojej skrzydła rozpinam. Milcz i zaufaj. Komorę popsuję.
— Kolebie się głowa.
— Ciszej, prędzej!
— W pracowni Dawida, w podłodze... zejście... pod żelazną kasą...
— Wieko się uchyla?
— Sprężyna otwiera. Nacisnąć trzeba złoty guziczek na flakoniku ze szczoteczką do zębów, na flakoniku przyśrubowanym do toalety, którą przedtem jednak otworzyć należy cieniutkim kluczykiem spoczywającym w zaułku portfela przytulonego do apostołki522 na lewym brzegu środkowej półki szafy bibliotecznej.
— Innego dostępu wcale już nie ma?
— Jest gdzieś od sceny, ale nic nie wiem...