— Mów, nie ukrywaj!

— Ewarysta nigdy fałszu nie używa. Albo bez słowa, albo cała w słowie.

— Przypomnij sobie, może jaki szczegół?

— Z prób do Orgaza nazwa się nasuwa. Oblubienicy, to jest mnie, kazano (Podrygałow kazał!) taniec trzech uśmiechów tańczyć przebiegle, z wyrachowaniem wprost matematycznym każde pas stawiać. Wybraniec ma za mną podążyć ścieżką i tam ma stanąć, gdzie ja mu wskażę. Zbaczać nie wolno. Wszelkie uchybienie zagraża śmiercią, albowiem w pobliżu zadywanionej ciszy ołtarzowej wygrzewa się gdzieś tam, na słońcu weselnym, niewtajemniczonym wcale niewidoczne, stado złowieszcze aligatorów, rekinów i węży.

— Nazwę mi podaj, szybko i zwięźle!

— W samym projekcie przez Yetmeyera na papier rzuconym napis wspominam:

PENINSULA DEL CROCODILO523

Omar nagle parska, Nino się uśmiecha odświętnym szyderstwem.

— Jeżeli pragniesz zapobiec nieszczęściu, dziś o północy musisz Orgaza zwabić do siebie. Odbądźcie wesele i stańcie się odtąd już ciałem jednym, by was wasz zbawca w obrządku weselnym rozdzielić nie zdołał.

— O północy czuwam na wszystko gotowa.