— Ja dopełnię reszty.

Chińskie cienie wywłaszczonej kultury

Jest przeziębiona, wstrząsają nią dreszcze. Wraca do siebie. Naciska klamkę. Pod samymi drzwiami wryła się jakaś graniasta bryła, chyba przez lawinę kiedyś zapomniana. Na Ewarystę cała się zwala. Ogromna pała, do skóry zgolona, siateczką żyłek odrutowana, przyozdobiona na samym czubie dwoma guzami, czyli kaszakami. Białe, skośne oczka w czerwonej obwódce zaognionych powiek. Rzęsy wypadły, brwi nie odrosły. Króciuchny nosek z rozwlekłymi nozdrzy. W miejscu ust dzióbek skrzywiony żałośnie. Dwa szpagaciki obwisłych wąsików na dolną szczękę potężnie rozrosłą sennie opadają. Cera zrudziała, połyskująca. Bary kościste, nadmiernie szerokie, przy średnim wzroście. Ręce zawstydzone — swoim ogromem bezwładnie zwisają poniżej kolan. Postać ciemrawa524, przyodziana w kaftan lazurem barwiony i białym akacji kwiatem zaprószony. Biodra opasane atłasową wstęgą. Na gołych nogach szerokie meszty, jedwabne, niebieskie, obcasy złocone.

Cały się nachylił ku Ewaryście i o coś pyta, jakkolwiek głosu nie wydobywa.

Chce tanecznica na drugą przejść stronę, lecz on w drodze staje.

— A-to-tso! Puszczaj. Na dogadywki525 niewłaściwa pora. Do żadnych wyjaśnień, zwłaszcza w tej chwili i na tym miejscu jam nieusposobiona. Czego chcesz ode mnie? Mam próbę niebawem, muszę się ubrać, gorączki dostanę, gdy po kąpieli będę tu stała. Yetmeyer z pewnością wzdycha za tobą. Ustąp się, bo krzyknę!

A chiński papież coraz to pokorniej karku ugina i twardy grzbiet łamie. Dobrotliwą łabą pogłaskał Omara. Biednymi oczkami po piersiach, po grdyce wyłechtał dziewicę. Jest zażenowana, chwyta ją drygotka526. Zimność skronie zgniotła, leje się po żyłach, kolące ciarki po plecach rozsyła i po pachwinach, po podniebieniu i po tchawicy, do jamy brzusznej i do przepony, skowyty mrozi, przeczucia lękliwe na bok odgarnia i charkotliwym zaśmianiem tarmosi. A-to-tso za łokcie ujął ją przemożnie, ku sobie ściąga i zażółcone, zaciśnięte zęby między odwinięte wargi wysuwa, przy czym najrozkoszniej nozdrzami fuka.

— Wesele opóźnia, kto oczepiny527 niebacznie przyśpiesza — nabożny Mongoł jak gad podły syknął.

I zaraz się zrywa, niby fujawica528 ze śniegiem wśród grzmotów, wichura chichotów. Papież z dziewczyną biorą się za boki. Ona jak choja529 rozchybotana na skalnym zboczu, z Dalekiego zaś Wschodu tarza się mądrala w ponurej radości jak kosodrzewina pod głazem skulona. Książę, jak rycerz bez najmniejszej skazy, na ziemię zeskoczył i również wesołość produkuje w kozłach, nieco leniwych i symulowanych. Po samo przedproże dziewiczej sypialni wszystkie swe żałości uśpione czy czujne wyśmiali doszczętnie i nader donośnie.

— Wyjeżdżam za kilka godzin, gdy się tylko ściemni. Żegnam i przestrzegam.