— Żart nieoględny. Przyjmijmy jednak. Ale co poza mną, poza popędem? Więc jakie kochanie dawne, niewymierne, zniewalające głowonoga-zbója życiowych sensów, ty mnie przynosisz, by kwieciem marzenia tego umaić naszą noc poślubną? Ja nie chcę wskazania na upodobania, na sentymenty, lub na ideał czy inny futerał, w którym się chowa precjoza moralne! Gdzie jest ten żywioł, który pomysłów twych żagle rozpina, wpław przeciw prądom nurt życia przebywa, poczciwości szarga, ochrania, zabija, trwoni czy sknerzy, prostuje lub zwija? Jest archaniołem czy opryszkiem bywa, jadem zawiści każdy krzew opluje albo dobroci trądem się okrywa? Gdzie jest gorączka płynąca w twych żyłach, co łodyg łąkowych mlecze wypija, gdzie mroźność stugębna, co serca płomienne huty cynkowej, war kotłów parowych, zenitów słonecznych junackie ognie, żarliwe iskierki ludzkiego natchnienia w lodu powijaki zagarnia, przeklina? Gdzie jest ten obłęd wiecznego kochania, od samej kolebki pozbawiony grobu? Gdzie myślenia siła, co Niagarą na złamanie karku spływa po ciemieniu brata-kretyna, wyobraźni rytmu staje się motorem, flagę na basztach swej dumy wywiesza, od obcych bogów pioruny odbiera i chlastawice603 swoje im posyła, w łabędzią szyję steru się wygina, do którego człowiek całego życia skapcaniały rozum skwapliwie przybija?
— Napijmy się znowu!
— Na zdrowie nasze i na pohybel! Jam romanśnica604 i lubieżnica, piękne ciało wielbię, ku jego parnocie cała się przeginam, swawoli męskiej w wnętrzu oczekuję, ale z powabów rozkosznej nagości musi coś powstać, co można by duszą nazwać po staremu, coś nieuchwytnego, a w kształtach i w barwie, co jak zbrodzień jastrząb na samym szczycie samotnych chlądów605 godzinami duma.
— Wyśmienity likier. Psychicznej plomby domagasz się ciągle na pionkach cielesnych.
— Żądam wyrazu, który mnie zapala i w płciowość pogrąża. Od wdzięku wyrazu człowiek się zaczyna. Wszystko poza tym, a raczej poniżej: nudna zwierzyna albo manekiny zbyt hałaśliwe. Ludzi niewielu na szerokim świecie. Od ciebie wymagam, byś jako Orgaz lub pan Havemeyer twą maskę wyjawił, a kochanką będę wprost zawadiacką, przeszczodrą, szaloną. Oblicze twoje dzisiaj nic nie znaczy. Handlowiec, pismak, fabrykant, generał czy politycznie zabrudzony mener606. Nad panem dumając, niejednokrotnie miewam podejrzenie, że spryciarzem jesteś, który własnoręcznie swe mrzonki zastrzelił, aby się pozbyć życiowych omyłek, ażeby do kalek psychicznych być zaliczonym i ciągłe uznanie dla bohaterstwa wymuszać swego, a wszystko razem jedynie w celu sprzęgnięcia miłego pogardy dla siebie z pogardą dla drugich.
— Nic o sobie nie wiem. Zaniedbałem cały mój autoreferat. Gdybym był kochany, mógłbym się dowiedzieć coś niecoś nowego o samym sobie. Miłosne reakcje na wylew uczucia zbadałbym chętnie. Przykro mi się żenić, chociażby bez ślubu, z osobą krytycznie nadzwyczaj ujemnie do mnie uprzedzoną. Ponadto zmuszasz mnie, ukochana, bym dotychczasowym twoim wywodom przeciwstawił moją, czysto erotyczną, prostacką koncepcję: najbardziej podnieca kobieta wówczas, gdy tak zwaną duszę, zresztą czcigodną, przemienia w ciała, w piersi, w łydek powab.
— Proszę, jeśli łaska, wziąć ze stolika zieloną karafkę. Proponuję panu nieznany mu trunek. Zajmujący wyrób prawosławnych mniszek. Przepyszny gatunek słodkich rosolisów607. Elixir d’amour608, jak go ochrzciła firmowa nalepka. Wydudlij trochę, a może zrozumiesz lepiej, co mówię i po co!
— Pani chce mnie upić, abym nie całował, nie atakował...
— Koszulkę zdejmuję, abyś miał wygodę, nie stękał, nie prychał...
— Ewarysta cudna chce mnie upokorzyć...