Maszyną milczenia wyzywającego, bo przemyśleniem przepełnionego.
Maszyną zagrodą czyściuchną, wiośnianą i zabluszczoną, bo pustką stoi, bo nikt tam nie wchodzi, bo nikt kolebki w niej nie ustawił i nie wydźwignie z niej żadnej trumny.
Maszyną rebusem, nierozwiązanym, a konkursowym.
Kto natychmiast poda trafne rozwiązanie, temu zapewnię w utraconym raju pobyt wakacyjny, albo, gdy woli, wynajmę mu w czyśćcu, gdzie najzabawniej, mieszkanie stałe. A brzmi pytanie: Co to jest? Chodzi bez nóg i bez głowy, i bez protezy, i tułowia nie ma, choć nie wiadomo, co lepiej potrafi: żyć czy umierać? Każdy rozwiązuje tę moją szaradę odpowiedzią chytrą: niby coś, niby nic. I moralizatorską dołącza uwagę: w tym bohaterstwo, by niczym nie być, a coś przedstawiać! Ja zaś wolałem zawsze me tchórzostwo, które w niezachwianym posiadaniu czegoś nic prezentuje bez akcentowania.
Jeszcze się nasuwa ostatnie stwierdzenie, nieodwołalnie ostatnie, ostatnie:
Maszyną jestem, która z bezmyślności stale roześmianej myśl stwarza szarą, bezzębną i żmudną.
Teraz już zupełnie o sobie nic nie wiem. Węch mam znarowiony przez tę kobietę i przez jej likiery.
O nocy dzisiejszej powiedzieć należy: juhasowanie665 na szczytach rozkoszy.
Czy ja ją miałem, czy ona mnie wzięła?... Licho raczy wiedzieć! Nieznośny poranek. Zagadką się staje każda faramuszka666. Nie chce mi się biedzić.
Rozkosz wraca znowu. Po prostu trywialne są nagabywania erotycznych wspomnień. Lecz zobowiązania, tak zwane ludzkie, społeczne, moralne... Niech je kaduk porwie!