W rozdziale ósmym...
odbywa się ostateczny pojedynek na słowa między oboma miliarderami. Z dala od zgiełku śródmieścia, wśród ruin leżących nad stromym brzegiem rzeki Tajo, o zmroku, na słocie podejmuje Yetmeyer walną próbę wtajemniczenia Havemeyera w istotę swej kosmicznej, zbawczej konstrukcji. Wytacza pan Dawid cały arsenał najciekawszych i najbardziej zasadniczych argumentów. Zaskakuje on kolekcjonera wiadomością, iż pełnomocnicy przeciwników powrócili zdrowo i cało z wyprawy na Wyspę Zapomnienia, przywożąc ze sobą gotową już umowę, zmieniającą dotychczasowy spór między zbawcami twórczej ludzkości na trwałe przymierze i na zapowiadającą znaczne zyski spółkę handlową. Yetmeyer skłania się do podpisania kompromisu, gdyż uważa, że gość jego uczynił już znaczne postępy w duchowym zbliżeniu się do Orgaza i że od ideału oddziela go jeszcze jedynie problem wiary w Boga. Ponieważ kolekcjoner unika wypowiedzenia się na ten temat, szachuje go pan Dawid rewelacją, że musiał przyrzec tancmistrzowi Igorowi Ewarystę za żonę. Rażony jak piorunem tą wieścią, zgadza się Havemeyer, za cenę odwołania związku tanecznicy z baletmistrzem, na przymierze z Dancingiem i wyznaje w końcu pod naporem wydarzeń, iż wierzy w Boga.
Yetmeyer jest uszczęśliwiony tym nawróceniem się kolekcjonera, gdyż może już teraz otworzyć kongres religijny i przystąpić do wykonania wymarzonego Wesela Orgaza. Triumf niespodziewany umożliwia mu bezbolesne przeżycie wypadku ze świnią, która w ciasnej uliczce wpadła cwałem na grubaska, przewaliła go na ziemię i przyprawiła wskutek tego o liczne sińce czy guzy. Poturbowany zbawca przypisuje temu komicznie bolesnemu wydarzeniu znaczenie dobrej wróżby.
W ustroniu, nad rzeką
Roztaj lutowa. Spęczniałe chmurzyska wczesne popołudnie w omacek674 zagnały i pociarały675.
Tajo, Tajo!
Zsiniałe, ruchome widmo dni przeszłych.
Przeszłość twym źródłem. Ujściem twym przeszłość.
O kołowrotku zgrzybiały, omszały porwanej przędzy, wód zmarłych przedwcześnie!
Sędziwy Tajo!