ogona pozbawiać,
albo też jęzora!
Delegat Kowna i ambasador, Dyzio Tumanes, z lisiurą1032 na głowie, w siatkowym pancerzu, z kolczugą w łapie, jak kundys1033 wioskowy wyjący na pożar, pretensję zgłasza:
— Oprócz ogona, względnie jęzora, samego diabła i oprócz bezwzględnie świętego ogona aligatora, Wilna się domagam do naszego Kowna i do Kłajpedy!
— Do Ligi Narodów z takim gadaniem. Kowno to ogon, a Wilno jest głowa! — Bienfait z Marsylii nadeptuje gada.
— Hrabia Pioś Majcherek! — prezydium wzywa.
Śliczny brunecik, nieco skoślawiony i kasłający.
— Jestem apostata oraz nieznabóg1034. Niedawno, od wczoraj. Zerwałem łączność z panem Yetmeyerem. Zbawca jest szanowny, ale zbytni cwaniak. Nie myślę żadnych reprezentacyjnych płacić rachunków. Nowe tęsknoty wymyśliłem sobie i chcę je spróbować. Skończyłem okres religiologii i tezę stawiam, że nie jest sztuką krzewić wyznania lub bezwyznaniowych uczuć religijnych aferę wszczynać, lecz sztuką najwyższą jest bez religii myśl twórczą uchować. Poza tym wracam niebawem do kraju i nie mogę wiedzieć, w co mi tam każą zaraz z miejsca wierzyć. Nastanie na świecie wzorowy porządek i kosmos z kopyta w bieg dalszy wystrzeli, jeżeli na ziemi materialną stroną naszego bytu oraz finansowej troski ciężary... powierzymy Żydom. Z opinią moją zupełnie się zgadza mój drogi przyjaciel, obecny tutaj, Izydor Cymes z miasta Piotrkowa. Streszczam się w wyznaniu: na razie nie mam najmniejszej ochoty, by w coś uwierzyć, chyba w majątek własny nietykalny, który mnie nie bierze, którego właściwie dzięki temu nie mam.
Jęki rozpaczliwe i trwogi okrzyki zgłuszyły przemowę. Szalejący Lulu na Lallę płaczącą wpadł jak leopard i wypłazował babinę po grzbiecie. Ledwie wyrwano ze szponów Lula konającą Lallę.
Yetmeyer ponownie wszedł na mównicę.