Tekst podsunięty do przegłosowania opiewa dokładnie:

I. Panie Boże! W obliczu Twoim potulnie stwierdzamy, że nie jest najgorzej na ziemskiej skorupie i że na ogół chowamy się wszyscy w stałej i wiernej pamięci o Tobie. Światowa wojna popsuła szyki normalnej miłości człowieka do Stwórcy, gdyż odebrała zakorzeniony w każdym pigmeju lęk przed nieba gniewem, a napędziła śmiertelnej hołocie podłego strachu: człeka przed człekiem. Stąd wielka wścieklizna wybuchła wśród ludzi czyli myślowstręt, na który nie ma innego serum, bardziej skutecznego, jak przeplatanie momentów spożywczych umiarkowanym i zawsze taktownym obwąchiwaniem czy dotykaniem zagadki bytu. Zważywszy objaw przerażający zaćmienia wiary na firmamencie ludzkiej przytomności, uchwalamy dzisiaj na zebraniu walnym, poświęconym Bogu, że dobroć ludzką, która gdzieniegdzie tuła się po ziemi, uzbroić należy w proreligijne, możne okrucieństwo. Innymi słowy faszyzm religijny postanawiamy i zakładamy. Uważamy zgodnie, że tylko w ten sposób można przeprowadzić, szybko i skutecznie, uroczysty powrót Boga między ludzi.

II. Chcąc załagodzić zasadniczy konflikt, który nieopatrznie ktoś sprowokował między Kosmosem a mrowiem ludzkim, i chcąc perturbacjom dalszym, planetarnym, możliwie zapobiec, przenosimy zgodnie naczelną cieplarnię tajemnicy wiary oraz ciągotek metafizycznych, „Dancingiem” zwaną, na Biegun Północny, na schludną wyspę zmarzłych zapomnień i tlejącego twórczości wskrzeszenia. Kto chce się odrodzić, komu los podły już się nie uśmiecha, by był pochłonięty przez pustkę współczesną, niechaj osiądzie w „Pałacu lodowym”, w tym arcydziele architektonicznym i bastardowym spowinowaconych, naczelnych konstrukcji, jakie zrodziły miliarderskie mózgi, jeden anglosaski i drugi latyński1039.

III. Wszystkie te względy zważywszy razem, radę ogłaszamy, by zbiegowisko ludzi religijnych unikać zechciało zazdrości marnych, fatałaszkowatych, a przede wszystkim czysto pekuniarnych1040. Pamiętać należy, że fundatorów, nader zawsze skorych do finansowania orgii nadzwyczajnych, nie brak nam dotąd. Gdy zaczną grymasić, gdy węża skryją w kieszeni ofiarnej, można tych ludzi łatwo ocyganić. Stąd też uznajemy, że nieporozumienie na tle rachunków za ambasadorski pociąg luksusowy między Słowianinem, hrabią Majcherkiem, a twórcą Dancingu, rozwiązać należy alternatywnie, więc następująco: zapłaci kto może i kto tylko zechce, albo nie zapłaci w ogóle nikt nigdy. Niechaj zarządy kolei we Francji oraz Hiszpanii dumne będą z tego, że przypadkowo i wbrew swej woli wyświadczyć nam mogły przysługę drobną. Nie ma o czym gadać, jeżeli wreszcie, wśród setek tysięcy szarych pasażerów, raz jeden pojechał „na gapę” ktoś taki, kto w celach istotnych zmaga się z przestrzenią. A zresztą, a zresztą najlepiej gotówką żądać zapłaty i zawsze z góry, by kredytowych uniknąć romansów.

Wszystko uchwalono prawie jednogłośnie, przez zgodne sapanie, bez votum1041 mniejszości i bez gwizdania na znak protestu. Onczidaradhe machnięciem ręki zamknął zgromadzenie, porywając ze sobą, spośród delegatów ucywilizowanych po europejsku, setkę wybrańców na postny bankiet, przygotowany w podkowę na dachu dla tych nieszczęsnych, którzy nie mogli z nadmiaru wrażeń usnąć przedwcześnie, by nie oglądać urzeczywistnienia rozbujanych marzeń.

Mah-jongg ostatniego dżentelmena Europy. Na wysokości 11 000 stóp

Lecą do Kadyksu. W kabinie „Fifaka”, który najmodniejszym jest typem latawca osobowego, z milczącym silnikiem i śmigą bezgłośną, który nie uznaje żadnej benzyny, dając się ponosić falom radiowym, dokoła stołu, zawieszonego na skórzanych pasach, sami sztabowcy zbawczego gremium dosiedli ma oklep taburecików wypluszowanych i rozhuśtanych. Wkopali się wkrótce w mrok nawałnicy ze śniegiem i gradem, z grzmotów burczeniem i piorunami, kiedy mijali samo pogranicze Nowej Kastylii. Strzelili więc w górę, gdzie gwiazdy mieszkają i gdzie meteorologów niechybna prognoza nikogo nie zmyli. Bez żadnych kłopotów mkną opętanie na wyżach przestworów i wcale nie czują, że się oderwali od powierzchni ziemi o stóp jedenaście zaledwie tysięcy. Nałożyli właśnie, jak na maskaradzie, błazeńskie maski do wdychiwania ożywczego tlenu i w mah-jongga1042 grają, jako najdroższą, modną rozrywkę. Kwiaty miotają, wiatry puszczają, grożą smokami, charakterami chętnie spluwają i bambusowy los wyplatają sobie na chwałę, a drugim na zgubę. Perdykoza1043 Dawid, co buja i pływa, a kroczyć nie umie udeptanym śladem, „Trzech apostołów” niemal już przyłapał i w żywe oczy z wielkiego wymoczka, z Orgaza szydzi, który się kiwa nad kamieniami, nie mogąc powiązać jedynkowej „głowy” z dziewiątek „ogonem”. Panna Ewarysta z Podrygałowem „taniec par” składają przeciw hrabiemu-ambasadorowi, który się uparł, by „wielką ciągłość” chińskimi znaczkami sobie wybrukować.

Przy mocodawcy, w stroju astrologa ze średniowiecznej, hiszpańskiej komedii, A-to-tso zasiadł, kibicując wiernie. W bezdennych obszarach czarnej sutanny, przetkanej gdzieniegdzie geranii płomieniem, strupieszały starzec Omara przytulił. Księciu żółtaczka już zalała ślepia, a brak oddechu na tak przesadnych, zgubnych wysokościach, nozdrza mu rozdyma i pyszczek skrzywia. Wrzód na wątrobie, który go gnębi od pamiętnej chwili, kiedy makowiec niedopieczony w żołądku ugrzązł, w dusznej kabinie aeroplanu oraz w atmosferze przeładowanej elektrycznością czy madżongowym roznamiętnieniem, pękł najwidoczniej i organizm zatruł śmiertelną gangreną. Rozpalona igła zabójczego bólu cudnemu stworzeniu przeszywa wnętrze, serduszko drałuje, przystaje i drepce, łapki sztywnieją, rozpalony metal smaków przedzgonnych przylepił języczek do podniebienia, a główka zapada w jakąś otchłań próchna białego, mdłego, zawilgoconego od glist posiniałych i napęczniałych.

— Starcze, gdzie jesteśmy? — wyjęknął książę.

— Minęliśmy szybko Estramadurę i ponad garby Sierra Morena nad Guadalkiwir zmyślnie spływamy, skąd w radioskopie1044 już mrugają do nas filutne światełka hucznej promenady, calle de las Sierpes, w Sewilli zaśmianej.