— Nie jestem zabawką dla małomieszczańskiej inteligencji. Karmazyn udzielny karmazynowej myśli służyłem. Pazury zdarłem na karkołomnych, nocnych wyprawach w wąwozie zadumy. Biegałem na nartach ograniczonego rozumowania. Wynikami żyłem dowodowego postępowania przeciw mnie samemu, prowadzonego przez siebie, w sobie. Fragmentem nie byłem ani na chwilę. Całość, pełnia jestem, bez odchylenia i bez odstępstwa. Sam siebie stworzyłem i sam wycofuję. Z myśli pochodzę i z myślą konam, ja, Książę Omar, pieszczoch miliarderów i śliczuścacuś dla wszelkich głuptasków.

— Wstrzyknę ci morfiny albo kamfory, gdy wylądujemy, a ty mi w zamian magiczną formułę życiowej mądrości, która jest śmiertelną, lub tej wieczystej, która żyć nie umie, w spadku podaruj.

— Do żadnej apteki już nie dolecę i nie doczekam żadnego felczera. Zachwycającą jest męka moja. Taka celowa... dobrze urodzona, świetnie wychowana. Do samego szpiku myślącego czucia utwierdza mnie ona, że przypadkowy, niedocieczony sens mego istnienia wzorowo, mózgowo opracowałem, unicestwiłem i rozwiązałem, jak absurdalnej rapsodii finał. Do żadnej prawdy nigdy zalecanek nie uprawiałem. Sam jestem prawda i jako taka prawdziwie umieram. Przysługi nie chcę od ciebie, papieżu. Książęcym cierpieniem wstydzę się handlować. Gdyby był tu Nino, kardynał-okrutnik, on jeden jedyny posiadałby prawo, aby mnie ratować, czyli spojrzeniem, jednym litościwym, po prostu zabić. Taki interes z inkwizytorem zawsze mógłbym zrobić. Tobie natomiast, któryś jest dostawcą czy instruktorem armii zabawowej zbawców-obwiesiów, mógłbym ostatecznie prześcipne aksjoma1048 jakieś podarować. Bez najmniejszej ujmy dla mego honoru. Jako mądrala dwunożnym tchórzom niejednokrotnie chciałem imponować. Tym się tłumaczy, że czułostkowe szacherki ze mną są niepotrzebne i bezowocne. Męki nie oddam pod żadnym warunkiem, a tym mniej pozwolę ją sztucznie łagodzić.

— Puls ledwie bije, źrenice stygną... Pamiątkę zostaw, dopókiś przytomny. Czym prędzej powiedz, czym jest nasze życie?

— Jak wy lubicie, wy nieśmiertelni, coś gdzieś erbować1049. Zarobić łatwo, zarobić sporo, a potem tanio pofilozofować, zwłaszcza nad gratem jakimś zużytym, nad bezwartościowym łachmanem odwiecznym. Coraz mi trudniej otwierać usta... Życie, ach życie.... to życie czyste i samo w sobie... jest wirującym, huraganowym zrównaniem poziomów, wprost niezliczonych, wielomiliardowych, zróżniczkowanych1050 w wielką nieskończoność, zrównaniem schodów nędzoty-głupoty z kilkoma szczytami skał intelektu. Wielkie ciśnienie atmosferyczne wyniosłych rozumów tępotę nizin podnieca do ruchu, wywołuje burze, wiosnę daje, zimę... Życie... arcydzieło ruchu bez zmiany i zmian bez odruchu...

— A czym wobec tego śmierć nasza być może, śmierć, którą dokładnie już chyba rozumiesz, skoro ją czujesz?

— Niezwykłym zmądrzeniem tysiąca drobiazgów i ogłupieniem, prawie doszczętnym, wysokich walorów.

— Książę, jeśli łaska, jeszcze na dodatek i na pocieszenie: jakie przeznaczenie jest moje i twoje, każdej istoty?

— Być darmozjadem i w miarę pozwolić objadać siebie...

— Dzięki, szczodry panie. Będę teraz umiał z wiernymi gadać.