Tępią się wzajemnie i mnożą bezwstydnie. Głoszą nieustannie fałszywe bankructwa i wielką wojnę wciąż winią gromadnie: rzekomo zabrała im wszystko.
O cywilizację starą najgorszy jest lament. Już się jej wyparli, liche wyrostki wspaniałej dawności hodując bezwładnie.
Porzucili myśl wszelką.
Gdy umysłowa Europy ustanie produkcja, ciekawy jestem, z czym będą mogli wyruszyć na eksport? Gdzie bilans handlowy, na którym byt doczesny warto oprzeć? Czyż w końcu możliwy jest jeszcze jaki historiotwórczy, co znowu ciżbę zarazi pomyśleń wypryskiem i historię pocznie? Metafizycznym opętani szałem, wieczystość istnienia zmieszali z zarobkiem i pracą. Różnic masywnych rozpoznać niezdolni, sklejonej tandety cenią sobie wszechmoc.
Szopne kukiełki głoszą im praktyczność, teorię plugawiąc praludzką. Rzecz stała się śmieszna: myślowych maksym sczezło niewolnictwo, natomiast pustaków pokolenie przyszło, by z plantatorskim tupetem uprawiać na cmentarnej glebie troski powojennej: błazeństwo i lichwę.
Po cóż im wspominać geometrię pomysłów wykreślną91, w której jest prawa twórczego zaczątek? Tobie konkurencie ten rygor przypomnę jako, że cieślą w budowie mojego możesz być pomysłu. Więc captif ballon92 — czyli inaczej tak zwana teoria w rzucie pionowym ku zwyżom się wspina, podczas gdy przed odlotem przekrój poziomy przez duszę szaleńca praktykę myślenia wiernego utwierdza. Oba przekroje są życiem pomysłu, na dwóch płaszczyznach dwa braterskie ciernie, myśli słonecznej dwa splamione widma. W nachyleniu zgodnym całość tworzą sensu, który człowiek dopiero musi z siebie wydrzeć. Samemu sobie trzeba zaszczepić herezję odwieczną, która wynika z uderzenia piona w poziom własny, że byt przyrodniczy istnieniem faktycznym wcale nie jest jeszcze, że do istnienia człowiek musi dotrzeć, by przez zrozumienie i odliczenie kątów oczywistych wejść w skład sił kosmicznych. Co więcej: że zrozumienie to własne być musi i śmigłe, że okulbaczyć93 je trzeba i z ciężarem świadomości pognać przez czas życia krótki!
I po co dodawać, że pobyt w kosmosie jest pospolitym obłędem, jeżeli z cwałem hucznych pożądań myśl nie zawrze paktu, by doli swej doczesnej zapewnić przytomność dozgonną? Czyż setki milionów czerepów fabryczną napełnionych myślą uwierzyć zechcą, że mimo zarobków nie istnieli nigdy i istnieć nie będą, jakkolwiek sami sobie kosztowną mogą nabyć trumnę?
A palca w bucie kiwanie, które pracy szarej jedyną jest pociechą i jedynym wdziękiem, któż kiedykolwiek jeszcze ryzykować zechce, skoro tresura oswaja i zniewala wszystkich do pracy nie własnej, lecz obcej, dla drugich, źle płatnej, ponurej, do pracy pochopnej w tępieniu pokątnym żyjątek — pomyśleń, do pracy ladacznicy — nie szczęścia użytecznej, chichotnej subretki94?
Przekształca się stary kontynent, łysieje i ślepnie. Polubił zagadki i szuka ich wszędzie. Międzypaństwowa wymiana zagadek. Nikt w samym sobie zagadki nie znajdzie, w żmudzie swojej własnej; zawsze gdzieś na zewnątrz. Skłonności na ogół stały się przyziemne! Stąd też przeludnienie przedwczesne, jako że pionowych zabrakło kierunków, by architektura brwi zmarszczone, wklęsłe śmiało w górę dźwignąć mogła i zbudowała dla myśli przybytki nadziemne. A człowiek również nie jest jeden nad drugim, by trzeci również miał na kim się oprzeć, a kiedyś na piramidzie mógł stanąć i setny, co wzorem wszelkich układów społecznych być winno, z których jakiejś wieży Babel pociecha i radość urosłyby wreszcie. Wręcz przeciwnie: wszyscy w Europie tkwią razem, jeden tuż przy drugim, na płaszczyźnie wspólnej. Płaszczyzna dnem jest koryta bez głębi. Pospolita, powojenna demobilu równość, bez żadnej przyczyny, potrzeby, bez sensu, nie ludów świadoma, nabożna eklezja95, lecz cielsk żarłocznych groźne zbiegowisko, rdzą zżartych rupieci czereda wszeteczna96. Kto przetopić zdoła i zechce?
Zły duch prądów płytkich, nizin ladaco, upiorny flats ghost97 z prerii indiańskich się wyrwał, na kontynent pognał i hula przemożnie. Jak meksykański vaquero98 rozbrykanych fideles99 nowej demokracji z pastwiska jednego na drugie swawolnie przepędza, aby wnet legli kwasem zielsk rozdęci i aby tym łatwiej mogły ich pochłonąć: czas — żbik zgłodniały i boa dusiciel: zawsze senna przestrzeń.