Najczelniejszy nasz sprawozdawca nowojorski podaje następującą wiązankę wieści zebranych na miejscu:

„Stwierdzić mogę z całą stanowczością, iż przed pięcioma jeszcze tygodniami otrzymał znany nasz kolekcjoner dzieł sztuki Mr Havemeyer list kilkudziesięciostronicowy od Yetmeyera, zapraszający właściciela czerwonego pałacu do czynnego udziału w misteriach dancingowych. Jakie zachodzą związki między oboma miliarderami, dociec trudno, wszystkie jednak dotychczasowe alarmujące domysły prasy konkurencyjnej okazały się z gruntu fałszywe i były obliczone na tanią reklamę. Faktem jest, że w liście wspomnianym odsądza Yetmeyer Havemeyera od czci i wiary, ale nie mniej pozostanie faktem, iż ofiarowuje kolekcjonerowi najuprzejmiej gościnę w swoim toledańskim przybytku, siebie zaś nazywa przy tej sposobności skończonym idiotą. Wiem również pozytywnie, że zarówno ów list, jak i cały dotychczasowy dorobek literacki Yetmeyera poddane zostały ścisłemu psychotechnicznemu badaniu. Musiały zapewne pojawić się poważne wątpliwości odnośnie do normalnego funkcjonowania władz umysłowych u autora tych gryzmolin. Fachowe narady odbywały się w najściślejszej tajemnicy przez dwa tygodnie, po nocach, w tylnych apartamentach trzeciego piętra czerwonego pałacu. Ukryty w gałęziach rozłożystej araukarii Havemeyerowskiego ogrodu, wypatrywałem uczestników konferencji wypełniających rzęsiście oświetlone sale. Zauważyłem wśród zastępów najsławniejszych psychiatrów, psychofizyków, historyków religii, kryminalistów, grafologów, również i przedstawiciela naczelnej prokuratorii państwa oraz jednego z kardynałów amerykańskich, ozdobionego fiołkowym wianuszkiem asystujących mu, pulchniutkich monsignorów373. Ostatecznie nie zapadł wyrok dla Yetmeyera niekorzystny, Po wymianie tajnych not dyplomatycznych między waszyngtońskim Białym Domem a Madrytem, usunięto widocznie wszelkie obawy i wątpliwości w stosunku do dancingu, jak 0 tym świadczą najwyraźniej dalsze beztroskie i rozmachu pełne poczynania Yetmeyera.

I jeszcze jeden szczegół nie mniej interesujący. Oto paradny jacht Havemeyera, »Frivolous«, otrzymał rozkaz przyszykowania się do wielkiej podróży morskiej. Sam widziałem, jak dzień i noc palą pod kotłami. Czyżby Havemeyer istotnie zamierzał przyjąć zaprosiny do przedśmiertnego dancingu? Niebawem i o tym wszystkiego się dowiem”.

JOURNAL

z dnia 17 grudnia 1921 r., str. 133, petitem, szpalty 7, 8 i 9.

Havemeyer przysyła bramina. — Rada najwyższa w Toledo. Kongres religijny. — Nafciarskie umizgi. — Toledo czy Toledoth? — Kłopoty z polskim paszportem. — Pierwszy amerykański statek napowietrzny z dancingowymi gośćmi przybył do Toledo.

Toledański nasz wysłannik kabluje pod datą wczorajszą:

„Natrafiłem w urzędzie telegraficznym na właściwego urzędnika, u którego wymusiłem depeszę Havemeyera, wystosowaną z New Yorku do Yetmeyera. Brzmi ona dosłownie: »Wyzwanie przyjmuję. Przybędę później. Tymczasowego zastępcę przysyłam świątobliwego bramina Onczidaradhe. Przysposobić proszę cierniowe łoże i wieszadła na nogi. Havemeyer«. Gra się zaczyna. Urzędnik posadę stracił przeze mnie. Zajmijcie się losem rodziny jego. Według tutejszej ustawy karnej, nieszczęsny złoczyńca za nadużycie służbowe (demi-monarchiczne, nienaganne państwo!) ukrzyżowany będzie głową na dół, nogami do góry.

W ubiegłą sobotę bawili tu niemal niepostrzeżenie Lloyd George, lord Curzon, Briand, Poincaré, Herriot374, Kemal Pasza375, Benesz376 i Skirmunt377. Ministrowie spraw zagranicznych Belgii i Włoch oraz cały szereg nieproszonych sterników zaprzyjaźnionych z nami państw przybyli poniewczasie, to jest po ubiciu targów przez Radę Najwyższą. Yetmeyer został dopuszczony do sanhedrynu mocarstwowego. Przynajmniej w ten sposób, choć częściowo, naprawił nasz obywatel fatalny błąd upartej absencji Zjednoczonych Stanów Północnych we wszystkich sprawach, które rozstrzyga sam sobie kontynent. Ustalono zasady dla międzynarodowego kongresu religijnego, który będzie zwołany do Toledo na dzień 8 stycznia 1922 roku. Zaprosi hiszpański minister spraw zagranicznych, koszta pobytu kilku tysięcy delegatów poniesie Yetmeyer. Po raz pierwszy zasiądą do stołu obrad, jako równouprawnieni z innymi państwami, przedstawiciele Niemiec, Rosji, Austrii, Węgier i Bułgarii.

Yetmeyera otacza sfora Żydków wszelkich odcieni i wszelkiego autoramentu. Najbardziej religijni, czyli natarczywi, są różnorodni dygnitarze naftowi. Uchodzą za Francuzów, są dyrektorami różnych spółek naftowych, mają maniery wojennych milionerów, a pochodzą przeważnie ze sfery małomiasteczkowych, galicyjskich (mam na myśli Galicję w Polsce378) cudotwórców adwokackich i buchalteryjnych fakirów. Naciągają Yetmeyera, by im dopomógł do unicestwienia akcji naszej »Standard Oil Company« na kontynencie, obiecując w zamian za to złote góry na rzecz dancingu. Musi być w tym dobry interes, zwłaszcza dla ich kieszeni prywatnych, skoro zabiegają tak zaciekle, iż Yetmeyer po kolei, każdego dnia po jednemu, wyrzucać musi tych natrętów za drzwi.