Igor wyjaśnia pryncypałowi ideowy układ wieczoru próbnego:

— Zdradą jest taniec człowieczej natury i beznadziejny, choć najistotniejszy zamiar wyraża. Dla siebie tylko może człowiek tańczyć i siebie tylko przez taniec pojmuje. Stąd nader łatwo przez wywijanie rękoma, nogami zbałamucić drugich, od siebie odpędzić i zachwyt wzbudzić. Tańczy się naprawdę swoją tajemnicę zaprzepaszczoną w czasach minionych, albo się wkracza do jasnej świetlicy, nieodgadnionej, niewysłowionej, przyszłej swej doli. Teraźniejszości praktycznej, ochronnej w tańcu nie schwycisz. Teraźniejszości uczciwej, świadomej posługi czynią: barwa, dźwięk i słowo, które na uwięzi są czasu, przestrzeni. A wirowanie musi szukać próżni, przerażającej, rozogromnionej, by ją marzeniem o sobie zaćmić i rozmnożoną wielością jedności wypełnić po brzegi. Nie może być taniec poza samotnością. Kołysanka ciała, ona dopiero myśleniu objawia, czym człowiek wbrew sobie przez całe życie pozostać musi i czym nie będzie przenigdy dla drugich. Wyklętą z tańca jest wszelka pamięć tego, co jeszcze było przed małą chwilą. Również z ekstazy, sztucznie zapalonej w ludzkiej przytomności, nie zdołasz na taniec przerzucić wspomnień milutkich i urodziwych. Tańcząc, trzeba płodzić i tylko płodzić, dla samego płodu, dla grozy poczęcia i dla rozkoszy zbawczego porodu. Do wnętrza szału należy się dostać i w sobie samym dwupłciowość wywołać. Obu rodzajów wzajemną wolę lubieżną, rozpłodną trzeba w samym sobie bez samczych przeciwieństw cudnie rozszczebiotać i w pohulankę rozkoszy pognać. Trzeba równocześnie być ojcem i matką w jednej osobie. Chodzi mi po prostu wyłącznie o to, że taniec być musi samozapłodnieniem, a więc obrazem jedynym, żywym i zupełnie nagim myśli wysileń.

Przede wszystkim głową tańczyć się godzi, a ona za sobą porywa ramiona, biodra i stopy. Tańczy tęsknota za tym, co najdroższe, co nieodzowne, czego nikt nie ma i mieć nie może, o czym nikomu żadnym spojrzeniem ani warg tchnieniem powiedzieć nie wolno, by czucia nie spłoszyć. A w Europie porewolucyjnej, zdumiałej, nowej, tańcują od spodu. Głowę poniechali, zbrodnicze łapy przemalowali, uprzystojnili, demokratyczne brzuchy wyzwolili, tchórzliwe kopyta rozdygotali i tak się puścili w zbanalizowanym, egzotycznym cwale. Bachandrię428 taką bardzo łatwo złożyć i przefujarzyć wszystko istotne, co zawierały kiedykolwiek pląsy. Ten generalny i ulubiony popis impotensów429 z nami współżyjących starałem się cisnąć jako kartę wstępną popisów w dancingu, wyszminkowaną, zapudrowaną, pocieniowaną, przez co spełniłem uroczystościową, przykrą konieczność.

— Słusznie. Huczne oklaski widzów zwyrodniałych uznają twą rację. Mam jedną obawę: ażeby nadto nie znudził się bramin.

— O nim nie myślałem w tym pierwszym programie.

— Nie mniej od niego w wysokim stopniu Orgaza wesele i wystawienie marzonego dzieła dzisiaj zależy.

— Wnet się postaram, by go usposobić jak najlepiej dla nas. Do widowiska, które oglądamy, wracam natarczywie. Skończył się atak skoncentrowany pospolitości, skorej do wierzgania. Na foxtrocistów i na shimmistów żywioł napierał. Wiedziała przyroda, czego od nich chciała, lecz oni nie mieli odwagi zrozumieć krwi własnej wołania i pouciekali do nudnych szablonów. Wbrew zleceniom prawa przełomowi ludzie zabiegają w tańcu o wyświetlenie nieistniejącej swej teraźniejszości. W tym mdłym zapale zdemokratyczniała nasza plutokracja dzięki hasaniu straciła związek pomiędzy członkami poszczególnymi paskudnego ciała i w separatkach przy koniaku z jajem, przy lichym szampanie, swą nicość łata i dziurę istnienia swojego ceruje. A teraz zagra nam bałabajka430. Nowej zasady w tańcu objawienie. Głowy z nogami zawzięta kłótnia. Ludzkiego ciała rozpacza część dolna, bo nie dostała od życia, co chciała. Dlatego butwieje zapuszczony czerep na pokornym karku. Stąd powrót w niewolę, choć założeniem było wyzwolenie na rozkaz aniołów, a raczej może za podszeptem czarta. Utopii społecznych, liberalizmów, socjaldemokracji, zmechanizowanych, gromadnych rozczuleń skoczny wodewil, zwykła tragifarsa.

Tu się nachyla ku wiernej Praksedzie i wyznanie czyni:

— Dla was, Bakcylówno, jest przedstawienie ukraińskich tańców, abyście wspomnieli dnieprowych futorów431 skoczne weseliska, to rzępolenie basetli, gitary, to tupotanie parobczaków płowych, te gzy, chichoty dziewek zadychanych i popijanie brandziuchy432wioskowej. A potem drapoty433 starszyzny zalanej, mołojców434 pranie samymi grabiami czy kłonicami. W końcu czmychanie rozmiłowanych czym duch435 we dwoje, pomiędzy mgiełki nowiem wycukrzone, na dno parowów. Tam rozbuchanie i całowanie i obłapianie, jamry436, piskanie, dąsy, nawroty. Od sioła z oddali rozwałęsanych psisków haukanie. I znów bezhamulne437 w burzany438 wpadanie, po obnażonych pośladach klepanie, ciągoty, parnota, łaskotne sromy, rozkoszne dławienie, aż-aż po ćmaku439 wielkie wtulenie i nasycenie lubieży kochania. Potem w wiklinach zdeptanych, złamanych nagłe rychtowanie440 kiecki miętoszonej i powrót do chaty powolny, dumany z zasapanym chłopem. W piersiach strachanie okrutne się miota, niby czyjaśki441 spłoszonej skamlanie.

— Co mi tam po tym! I tak marnie sczeznę. Lecz wy, Francewicz, oczu mi nie mydlcie i wyznajcie prawdę. Jak jest z Ewarystą?