Rozwlekle, niedbale, choć dobrodusznie oświadcza sadhus:

— Nigdy nic nie wskóra ten, kto przyspiesza zbawienie swoje albo też i drugich. Mądrością we wszystkim jest umieć poczekać, a życie czekaniem bywa na ekstazę dla wszystkich wybranych, którzy roztropnym o śmierci gęganiem wzbogacają śmiałość do wędrowania rzeczywistego po zmyślonym świecie.

— Didoczku nabożny, panoczku zacny, wy byście nie chcieli pogwarzyć przypadkiem o biesach drałasach470 i o delikatku, samym czorcie bat’ku471? Coś mi się tak widzi, że kto chce do Boga dostać się najłatwiej, niech do kusego najsampered472 idzie. Czort liczko ma gładkie, ludziskom jest chętny, grosza nie żałuje, zaraz wymiarkuje, co komu należy i nie opuści do samej smerty. Tak sobie dumam: ani w Ukrainie, ani to w Rosji nikt Pana Boga nie zwidział nigdy, choć mnogo luda chadzało w procesji, pościły czernice473 i kadziły czerńce474. Za to ja widziała na własne oczy już niejednego bisnowatego475, zdarnego chłopa. I dalszy dumam: czort dla mużyka i dla wszelkiej baby najbliższy, najlepszy. Kużdy ma łatwy przystęp do niego. Do Boga daleko i nijak się dopchać, a krążyć trzeba po wybielonej, cesarskiej szosie. Do czarta zaś można pójść sobie na przełaj, przez koniczynę, pomiędzy owsy... — trajkoce Prakseda zatrutym szeptem.

— W tej waszej Rosji czy Ukrainie nietrudno panować. Raz dobrze nastraszyć, nic nie wyjaśniać, wszystkiego żądać, biczować, katować, nie ofiarować słowa dobrego, a już wystarczy, by carem zostać lub samym diabłem — Onczidaradhe twierdzi wyniośle.

— Lubczyk trzeba zadać na zakochanie uparte, nieznośne i cud wielki zdziałać, by wszystko jak duzie zechciało harować na własną nędzę.

— Ona tak prawi, jak rozgadana czupirnata476 kurka, co drzewiankę477 skubie i w głupiej rozpaczy puste znosi jajka — szydzi Podrygałow.

— Szaleju za dużo u siebie macie, naciąga nim ziarno i całe myślenie przystojne rozmamla — wyrokuje sadhus.

— Wy uświęcone niby to styrczydło478, wy wszystko wiecie, a wierzyć nie chcecie, że ja znam czarta, że on między nami tuż obok was siedzi? Prakseda, panoczku, nie mówi bluzdeństwa479, cmanić480 nie umie. Ja wam pokazu naszoho czorta...

Porwała się z krzesła i jak dziwożona481 w guślarskim obłędzie za skórę lamparcią ciągnęła starca w pobliże Igora. Baletmistrz jednak ubiegł ceremoniał, dziewczynę zgrabnie pochwycił za rękę i z miejsca osadził. Skurczona, zmarniała, wpuściła głowę w zgarbione ramiona, niby wyczubiona przez koguta kwoczka i przykucnęła na czarnej zadumy rozkiwanym bancie482.

Podrygałow czule zawziętość jej chłodzi.