— Jeśli zacznę z nim teraz walkę — myślał — Nagina posłyszy zaraz i przyjdzie, zresztą na tej gładkiej podłodze będzie miał nade mną znaczną przewagę! Co tu robić?
Nag chwiał w prawo i lewo głową, po chwili zaś usłyszał Riki, że pije z wielkiego wiadra, służącego do napełniania wanny.
— Wszystko w porządku! — powiedział Nag — Trzeba się teraz zastanowić dobrze. Mężczyzna bił kijem karaita. Kij ten może mieć przy sobie teraz jeszcze. Ale nie będzie miał na pewno kija, gdy przyjdzie się kąpać rano. Zaczekam więc na niego. Wiesz co, Nagino, zaczekam tu w chłodzie do rana... prawda, że tak będzie najlepiej?
Nie było odpowiedzi z zewnątrz, przeto Riki nabrał pewności, że Nagina już odpełzła z powrotem. Nag owinął się kilku skrętami dookoła wiadra i zastygł w bezruchu, a Riki skamieniał również, tłumiąc nawet oddech.
Dopiero po upływie dobrej godziny zaczął z niezmierną ostrożnością posuwać się w stronę wiadra. Nag usnął twardo, a Riki, stojąc przy nim, upatrywał najlepszego miejsca do zatopienia kłów.
— Jeśli mu nie przegryzę kręgu od razu, będzie się bronił, a wówczas... już po mnie! — myślał.
Przyglądał się bacznie szyi Naga poniżej kaptura, ale wydała mu się za gruba, zaś ukąszenie w inne miejsce nie było śmiertelne i mogło tylko rozzłościć olbrzymiego kobrę.
— Muszę go chwycić za sam łeb, powyżej kaptura! — zadecydował po namyśle — Ale, chwyciwszy raz, pod żadnym warunkiem nie wolno puszczać.
Rzucił się na łeb. Nag odsunął nieco głowę od obwodu glinianego wiadra i Riki mógł wesprzeć się o nie całym ciałem, tym skuteczniej przyciskając łeb przeciwnika do ziemi. Tę chwilową przewagę wyzyskał, jak umiał najlepiej. Ale za sekundę Nag, podobnie, jak pies miotający szczurem, zaczął nim ciskać na wszystkie strony po podłodze, śmigał po powietrzu, tak, że Riki zataczał ogromne kręgi. Ale nie puszczał zdobyczy, czerwone oczy jego jaskrawiły się coraz bardziej, a zęby zaciskały się coraz to silniej. Olbrzymie cielsko okularnika smagało jak bicz podłogę, rozrzucając na wszystkie strony z hałasem różne przedmioty, naczynia blaszane, puszki do mydła i szczotki oraz bębniło donośnie po ścianach wanny.
Trzymając się kurczowo Naga, Riki pewny był, że zostanie rozbity na tysiąc kawałków, ale chciał umrzeć honorowo, z zębami wbitymi w kark nieprzyjaciela. Już uczuł zawrót głowy i myślał, że straci z bólu przytomność, gdy nagle tuż obok siebie usłyszał straszliwy huk, gorące tchnienie owionęło go, a sierść zatliła mu się na grzbiecie. To mężczyzna zbudzony hałasem porwał strzelbę i palnął do Naga z obu luf, mierząc poniżej kaptura.