Szuszundra rozpłakał się rzewnie, a łzy kapały mu z wąsów.
— O, ja nieszczęsny! Nie tylko nie mogę odważyć się wyjść na środek pokoju, ale w dodatku zginę... cicho... sza... — szepnął nagle — Nie potrzebuję już mówić! Posłuchaj sam, Riki!
Riki nastawił uszu. Panowała w całym domu głęboka cisza, a mimo to ichneumon pochwycił jakiś drobny szelest, coś w rodzaju stąpania osy po gładkiej szybie. Nie było dlań wątpliwości, to śliska łuska węża ocierała się o mur.
— Tak... tak... — szepnął Riki — Nag albo jego żona wśliznęła się do łazienki przez rurę odpływową. Miałeś rację, Szuszundro, szkoda, że nie pomówiłem z Szuą.
Wśliznął się do łazienki, przytykającej do sypialni chłopca, a nie znalazłszy tam nic podejrzanego, poszedł do łazienki głównej. Był tam u samego spodu muru otwór z rurą, którędy spływała do kanału woda. Riki stanął przy otynkowanej gładko ścianie obok wanny i dzięki wzmożonemu głosowi, dochodzącego ową rurą, słyszał to, co leżący na zewnątrz w świetle księżyca. Nag i Nagina szeptali z sobą.
— Gdy w domu wszyscy wyginą i on będzie zmuszony wynieść się stąd precz, wówczas my zostaniemy z powrotem nieograniczonymi władcami ogrodu. Poczynaj sobie ostrożnie i pamiętaj, że przede wszystkim zabić trzeba wielkiego mężczyznę, który bił kijem karaita. Gdy wrócisz po pomyślnych łowach, weźmiemy się we dwoje do tego przeklętego ichneumona!
— Więc pewna jesteś, że zabicie ludzi da pomyślny wynik?
— Naturalnie! Póki nie było ludzi w bungalowie, ani jeden ichneumon nie zajrzał do ogrodu. Toteż musi opustoszeć, a wówczas nikt nam nie będzie przeszkadzał. Nie zapominaj zresztą, że lada dzień wyklują się nasze dzieci z jaj ukrytych na melonowych grzędach i że będą potrzebowały dużo miejsca i zupełnego spokoju.
— Dobrze, żeś mi o tym przypomniała! Ruszam tedy niezwłocznie. Zdaje mi się zresztą, że walka z Rikim będzie zbyteczna, bo gdy zabiję mężczyznę, żonę jego, a o ile się da i chłopca, to ichneumon sam się stąd wyniesie.
Riki słyszał wszystko i dygotał z wściekłości. Nagle ujrzał wsuwający się otworem płaski łeb Naga, za którym wlokło się olbrzymie jego cielsko. Mimo, że miotała nim żądza walki, przeraził się niemało, spoglądając na potężne rozmiary nieprzyjaciela. Nag wlazł cały, zwinął się, podniósł głowę i rozglądał się wokoło, a Riki śledził jarzące się jego oczy, przysłaniając starannie swoje.