— Szkoda, że nie mogę dostać się do twego gniazda! — wrzasnął rozgniewany Riki — Nauczyłbym cię rozumu! Powyrzucałbym ci wszystkie pisklęta! Siedzisz sobie bezpiecznie na gałęzi i śpiewasz głupstwa, a mnie czeka walka jeszcze gorsza niż przedtem. Nie pora na śpiewanie, Darci! Przestań raz, powiadam ci, stul dziób!
— Przestanę! — zawołał Darci — Uczynię tę ofiarę dla ciebie, o wielki pogromco straszliwego Naga! O co ci idzie?
— Pytam ci się, dokąd poszła Nagina?
— Opłakuje śmierć męża na śmietniku poza stajnią... Tak jest, o wielki, białozęby Riki!
— Pal licho moje zęby! Czy wiesz, gdzie są jej jaja?
— Na grządkach melonowych, pod murem, gdzie słońce dopieka przez cały dzień. Tam je schowała przed kilku tygodniami!
— Czemużeś mi o tym, głuptaku, wcześniej nie powiedział? Mówisz tedy, że są pod murem, na końcu ogrodu?
— Riki! — spytał Darci — Czyżbyś chciał zjeść te jaja?
— Nie ma mowy o zjadaniu we właściwym znaczeniu! — odparł. — Darci, jeśli masz odrobinę rozumu, to podleć ku stajni, udając, że masz skaleczone skrzydło i daj się gonić Naginie aż do tego krzaku. Koniecznie muszę zwiedzić te grządki melonowe, a gdy pójdę wprost, Nagina zobaczy mnie na pewno.
Darci był niezdolny do myślenia jak należy, sądził więc, że nie należy niweczyć jaj kobry, albowiem są to jaja zupełnie podobne do jego jaj, z których wylęgają się pisklęta. Ale żona jego wiedziała, że z jaj okularnika wylęgają się młode okularniki, sfrunęła przeto z gniazda, pozostawiając mężowi ogrzewanie piskląt i dalsze opiewanie zwycięstwa. Darci pod wielu względami podobny był do mężczyzn.