Olbrzymi wąż uczynił pół obrotu i ujrzał jajo, leżące na stopniach werandy.
— Oddaj mi moje jajo! — wrzasnęła Nagina.
Ale Riki schwycił jajo w łapy i łyskając ognistymi oczyma, zawołał:
— Nie dam darmo jaja wężowego, jaja królewskiego kobry, ostatniego z rodu, najostatniejszego z całego rodu Naga! Tak... tak.. to ostatni potomek, bo braci jego pożerają w tej chwili mrówki!
Nagina, zapominając o zemście, zwróciła się ku jaju, a Riki zobaczył, jak ojciec wyciągnął muskularne ramię, chwycił chłopca za kołnierz i uniósłszy ponad małym stolikiem, przesadził w miejsce, gdzie go dosięgnąć nie mogła Nagina...
— Ha... ha... nie udało ci się... rikk... tikk... cz! — zawołał Riki wesoło — Chłopiec ocalony! A wiedz, o tym, że to ja porwałem za łeb Naga w łazience! Ha... ha... ha...
Wyskakiwał na wszystkie strony wszystkimi czterema łapami naraz.
— Ciskał mną straszliwie. Ale nie puściłem. Zdechł podle, zanim mężczyzna rozbił go piorunem na kawałki. To moje dzieło! Rikk... Tikk... cz! Dalejże, Nagino, bierz się do walki! Zaręczam, że skrócę twe wdowieństwo!
— Oddaj mi jajo, ostatnie jajo, a zaręczam ci, Riki, że wyniosę się z ogrodu i nie wrócę nigdy!
— O... pewny jestem, że niedługo będziesz popasała w ogrodzie! — odpowiedział Riki — Połączysz się wnet z Nagiem na śmietniku! Nagino, stawaj do walki i wiedz, że wielki mężczyzna poszedł po kij piorunowy!