— Riki! Riki! Zaprowadziłam Naginę w stronę domu! Jest na werandzie! Chce mordować ludzi! Spiesz na ratunek... Spiesz na ratunek!
Riki rozdusił jeszcze dwa jaja, trzecie porwał w pysk i pobiegł przez melonowe grządki tak prędko, że nie dotykał nogami ziemi.
Na werandzie siedział Teddy z rodzicami przy śniadaniu, ale Riki spostrzegł zaraz, że żadne z nich nie jadło. Siedzieli nieruchomo, jakby skamieniali, a twarze ich były trupioblade. Na macie, tuż koło obnażonej nogi chłopca, leżała zwinięta w kłębek Nagina i chwiejąc w prawo i w lewo głową, nuciła triumfująco:
— Siedź spokojnie, synu człowieka, który zabił mego Naga! Siedź spokojnie, albowiem jeszcze nie jestem gotowa. Musicie zaczekać wszyscy troje chwilę jeszcze. Jeśli się który ruszy, ukąszę... jeśli się nie ruszycie, ukąszę także! Szaleństwo popełniliście, zabijając mego Naga!
Teddy patrzył w twarz ojca, który powtarzał pobladłymi ustami:
— Siedź spokojnie, chłopcze... Nie ruszaj się... nie ruszaj się, Teddy!
W takiej to chwili przybiegł Riki i zawołał:
— Spójrz na mnie, Nagino i gotuj się do boju!
— Mam czas... mam czas... — odparła, nie odwracając oczu — Zrobię ja porządek i z tobą także! Przypatrz się swoim przyjaciołom, Riki. Są nieruchomi i bladzi! Boją się. Nie śmią się ruszyć! I ty się nie ruszaj, bo natychmiast ukąszę chłopca!
— Obejrzyj lepiej swe jaja pod murem! — powiedział Riki — Idź i zobacz je!