— Wiem o tym i nie do was mówię. Nie macie pojęcia, co to jest krew!

— Krew? — ryknęły woły — To przecież czerwony płyn, co wsiąka w ziemię i ma niemiłą woń.

Koń wierzgnął, parsknął i zawołał:

— Nie chcę o tym słuchać! Samo wspomnienie dreszczem mnie przejmuje. Uciekam, ile razy zobaczę to paskudztwo, oczywiście, o ile Dick nie siedzi na mym grzbiecie!

— Uspokój się! — zawołały woły i wielbłąd — Tu wcale nie ma krwi!

— To rzecz szkaradna! — powiedział Billy — Nie uciekam na jej widok, ale wolę o tym nie myśleć.

— Otóż to... teraz jesteśmy w domu! — zawołał Dwuogoniasty.

— Jak to w domu? — zdziwiły się woły — Tu nie ma obozu. Przez całą noc jesteśmy w polu!

Dwuogoniasty tupnął, aż zabrzęczał łańcuch na jego nodze.

— Cicho! Nie do was gadam. Wy nie jesteście w stanie widzieć nic we wnętrzu swej głowy.