— Ja? Skądże by? Czasem chwycę którąś, gdy się nawinie, ale nie poluję specjalnie na śmierdzące bandar-logi, równie, jak nie pożeram żab i błota, w zapleśniałych kałużach gnijącego. Hss...
— Spojrzyjcie w górę! Chil... Chil... mówi Chil... Podnieś łeb, stary Balu ze stada wilków seeoneeńskich!
Balu, zdziwiony tym okrzykiem, wytrzeszczył na niebo oczy i ujrzał sępa Chila, spuszczającego się kręgami na skrzydłach, osrebrzonych po brzegach słońcem. Chil przerwał swój zwykły spoczynek popołudniowy i szukał Balu i Bagery po całej kniei, ale długo nie mógł ich znaleźć, bowiem przysłaniały je gałęzie drzew.
— Cóż tam nowego? — spytał Balu.
— Mauli-żabka znajduje się w niewoli u bandar-logów. Zobaczyłem go i prosił mnie, bym was zawiadomił. Zaniosły go na drugi brzeg rzeki do małpiego grodu, który nosi miano Mroźnych Pieczar15. Pozostaną tam zapewne czas jakiś, ale nie wiadomo, czy przez jedną noc, czy przez tydzień, czy godzinę. Nakazałem nietoperzom, by ich pilnowały w ciemności. Na tym koniec. Spełniłem me posłannictwo, a teraz życzę wam wszystkim tam na dole pomyślnych łowów!
— Pomyślnych łowów, Chilu! — odkrzyknęła Bagera — Najedz się aż do szczytu gardła! Wywdzięczę ci się, poczciwy sępie, przy pierwszej sposobności, pozostawiając dla ciebie nietknięty łeb wielkiego wołu!
— Nie ma za co dziękować! Nie ma za co! — odpowiedział — Chłopak znał hasło! Musiałem uczynić com uczynił, bo prawo jest prawem!
Chil machnął potężnymi barkami i zatoczywszy krąg, uniósł się w górę z rozmachem.
— Mauli nie zapomniał języka w gębie! — zawołał Balu z dumą — Choć jest jeszcze dzieckiem niemal, zapamiętał hasło w narzeczu ptaków i to mimo strasznej sytuacji, gdy go rzucano z drzewa na drzewo!
— Nieźle mu, co prawda, wbijałeś tę wiedzę w głowę paskudnymi łapskami swymi! — odrzekła Bagera. — Zresztą i ja dumna jestem z niego! Teraz, nie tracąc czasu, ruszajmy wszyscy w stronę Mroźnych Pieczar.