Wszyscy mieszkańcy dżungli wiedzieli dobrze, gdzie się miejscowość ta znajduje, ale niewielu miało ochotę tam się udawać. Tak zwane Mroźne Pieczary było to właściwie starodawne, opuszczone i zapomniane, zapadłe w ostępie miasto, a zwierzęta, jak wiadomo, unikają miejsc, gdzie bywali ludzie. Co najwyżej zachodzi tam odyniec, ale nigdy nie zdarza się, by wyprawiały się do ruin stada łowieckie czworonogów. Poza tym obrały sobie kryjówkę w Mroźnych Pieczarach bandar-logi, a przeto każde szanujące się stworzenie omijało tę miejscowość, spostrzegłszy ją z dala. Jedynie w czasie posuchy letniej, pod wpływem pragnienia zachodził tam ten i ów w nadziei znalezienia wody w rozwalonych na poły zbiornikach i studniach.
— Nie zdążymy tam przed północą, mimo największego pośpiechu! — powiedziała Bagera.
— Będę się starał biec co sił! — rzekł Balu z widocznym zakłopotaniem.
— Nie możemy krępować się tobą! — zawyrokowała — Pójdziesz sam śladem naszym. My i tak będziemy zmuszeni porządnie machać nogami... prawda, Kaa?
— Nogami albo i nie nogami! — zauważył poważnie — Ostatecznie potrafię pędzić nie gorzej od ciebie, mimo twych czterech łap.
Ruszyli żwawo, ale Balu mimo wszelkich wysiłków musiał bardzo prędko dać za wygraną i spocząć, bowiem zasapał się straszliwie. Zostawili go zalecając, by przybył jak najprędzej, a Bagera pomknęła szalonymi skokami. Kaa sunął w milczeniu, ale ani na chwilę nie udało się panterze wyprzedzić potężnego pytona. Pozostawał w tyle tylko w chwili, gdy przebywali potoki górskie, Bagera przesadzała je ogromnym susem, zaś Kaa musiał płynąć, wznosząc ponad wodę głowę i szyję. Ale dotarłszy do brzegu, równał się z nią rychło.
— Przysięgam na potrzaskane kraty — powiedziała o zmroku Bagera — że dzielny z ciebie wędrowiec!
— Jeść mi się chce! — odrzekł — A przy tym nie zapomniałem, że te pchlarze przezwały mnie cętkowaną kukułką!
— Jaszczurką! — poprawiła — A ponadto ziemną glistą!
— Mniejsza o wyrażenie! W każdym razie musimy się śpieszyć!