— Dziękuję ci, mój bracie! Będzie to, sądzę, nie lada zdobycz, którą upoluje tak dzielny jak ty myśliwy. Rad bym ci towarzyszyć w najbliższych łowach.
— Sam nie rzucam się jeszcze na grubego zwierza — odrzekł śmiało Mauli — nie mam sił po temu, ale potrafię napędzać jelenie na łowców, którzy umieją sobie z nimi dać radę. Zawezwij mnie tylko, Kaa, gdy będziesz głodny, a przekonasz się, że to co mówię, jest prawdą. Dzięki temu — dodał, pokazując swe ręce — posiadam pewną zręczność i gdybyś kiedy dostał się w sidła, postaram się odpłacić ci tę przysługę, jaką mi oddałeś, podobnie jak chętnie uczynię to Bagerze i Balu. A teraz życzę wam powodzenia i dobrych łowów, moi mistrzowie i opiekunowie!
— Gładkoś to powiedział! — zawołał Balu, zadowolony niewymownie z jego sprytu.
Pyton złożył na chwilę głowę na ramieniu chłopca i rzekł:
— Masz dzielne serce i umiesz się grzecznie wyrażać, mój mały! A teraz odejdź prędko wraz ze swymi przyjaciółmi i prześpij się, bo oto właśnie zachodzi księżyc. Lepiej, byś nie był świadkiem tego, co się tutaj będzie działo.
Księżyc z wolna zapadał poza linię wzgórz, a na jasnym tle, niby jakaś fantastyczna koronka rysowały się wiotkie cienie małp drżących, przytulonych do siebie, wieńczących gzymsy ścian i zębate rozwaliny murów.
— Księżyc zachodzi! — zawołał Kaa — Czy dosyć widno, byście mnie widzieć mogły, bandar-logi?
Z murów doleciał żałosny głos, niby jęk wichru w koronach drzew:
— Widzimy cię, potężny Kaa!
— To dobrze! Uważajcież tedy pilnie, bowiem władca wasz wykona wielki, głodowy taniec. Siedźcie spokojnie i patrzcie!