Gdy przyszło kłaść się spać, Mauli nie chciał za nic pozostać w zamknięciu, które mu przywodziło na myśl pułapkę na pantery i gdy przymknięto drzwi chaty, wyskoczył oknem.
— Daj mu spokój! — powiedział mąż Messuy — Nie spał on widać dotąd nigdy w łóżku. Nie ucieknie od nas, jeśli został po to zesłany, by nam zastąpił straconego syna.
Mauli położył się w miękkiej trawie na skraju pola, zanim jednak zdążył zamknąć oczy, uczuł, że przytula się do jego piersi wielki, szary łeb.
— A to coś niesłychanego! — warknął Brat Szary, najstarszy z potomków matki-wilczycy — Już przesiąkłeś cały odorem dymu i gnoju obory. Nie warto było biec tak daleko do ciebie. Zbudź się jednak, bracie, bo ci przynoszę ważne wieści!
— Cóż słychać w dżungli? — spytał Mauli, tuląc do siebie wilka — Czy wszyscy zdrowi?
— Zdrowi, z wyjątkiem tych wilków, które poparzyłeś szkarłatnym kwieciem. Ale rzecz ważna dla ciebie to to, że Shere-Khan ruszył na łowy w dalekie strony. Chce, by mu odrosło futro przysmalone przez ciebie, a przy tym zamierza cię odnaleźć, bowiem złożył przysięgę, że kości twe zatopi w nurtach Wajgungi.
— Obaj przysięgliśmy tedy! — odparł Mauli — Ano, trudna rada, w każdym jednak razie dobrze jest być o wszystkim poinformowanym. Dzisiaj jestem strasznie znużony rozlicznymi przygodami, przeto będę spał, nie zapomnij jednak, Bracie Szary, donosić mi o wszystkim!
— A ty nie zapomnij, że jesteś wilkiem! Nie daj się skłonić do tego ludziom! — powiedział wilk z porywem.
— Nie zapomnę nigdy! Jakżebym mógł zapomnieć o miłości, jaką otaczaliście mnie wszyscy w norze? Ale i o tym pamiętać będę, że mnie wygnano ze stada!
— Hm, nie wiadomo, czy i ludzie długo cię pośród siebie znosić będą? — zauważył wilk — Ich gadanina tyle warta, co rechot żab w bagnie. Teraz idę, a na drugi raz, gdy przybędę z odwiedzinami, będę czekał na ciebie w szuwarach bambusowych, na skraju pastwiska.