Buldeo osłupiał na tę śmiałość i nie mógł wymówić słowa, a naczelnik wlepił również w chłopca szeroko otwarte oczy.
— A... to ten dzikus, wilczybrat! — powiedział po chwili myśliwy i dodał: — Jeśliś taki mądrala, to ściągnij zeń skórę i zanieś do Kaniwary, gdzie dostaniesz sto rupii nagrody! Smarkacz jesteś i masz milczeć, gdy mówią starsi... rozumiesz?
Mauli wstał i rzekł, odchodząc i spozierając przez ramię na zebranych:
— Przez cały wieczór opowiadał Buldeo o dżungli, którą ma przecież tuż przed sobą i zaledwie raz czy dwa razy nie zełgał. Jakże mam tedy wierzyć jego opowiadaniom o bogach, widmach i upiorach, które przecież są tak daleko, że ich widzieć niepodobna?
Buldeo sapał i klął uniesiony wielkim na chłopca gniewem, a naczelnik powiedział:
— Najwyższy czas zapędzić tego dzikusa do pasania bydła!
We wszystkich wsiach hinduskich panuje zwyczaj, że o samym świcie kilkunastu małych pastuszków wypędza wszystko bydło całej osady na pastwiska, gdzie spędza dzień, a wieczorem, pod dozorem malców, wraca do obór. Zwierzęta, które stratowałyby na śmierć człowieka białego, słuchają malców niesięgających nawet głowami ich nozdrzy, pozwalając im się bić, kopać, popychać i łajać. Dzieci znajdujące się przy stadzie, są całkiem bezpieczne, gdyż nawet tygrys nie ośmieli się zaatakować trzody, dopiero gdy malcy oddalą się w pogoni za jaszczurkami, albo w celu nazbierania kwiatów, zdarza się, że rabuś porywa je czasem.
Mauli dosiadł o świcie Ramy, największego byka w całej wsi, a za nim ruszyły z poszczególnych obór cisawe bawoły o długich rogach i dzikim spojrzeniu. Stado zwiększało się co chwila. Mauli jechał i od pierwszej zaraz chwili objął dowództwo nad pastuszkami. Rozkazawszy jednemu z nich, imieniem Kamja, paść zwykłe woły tuż poza wsią, poszedł sam z bawołami dalej, popędzając je długim, bambusowym prętem.
Na pastwiskach takich bywa zawsze mnóstwo skał, wzgórz, jarów i niewielkich wąwozów i w nich kryją się stada wołów. Bawoły wolą bagna i trzęsawiska, włażą w nie, tarzają się po ciepłem błocie lub siedzą w nim zanurzone po uszy. Mauli, doprowadziwszy stado do miejsca, gdzie Wajgunga wypływała z kniei, zsiadł z Ramy i pobiegł do kępy bambusów, gdzie nań czekał Brat Szary.
— Od kilku dni już czekam na ciebie! — powiedział — Czemuż to przybywasz wraz z całą tą trzodą bydła?