tuż poza tobą, w nocnej ciszy, czyjś oddech sapie, parska, dyszy:

To Strach, to Strach, Myśliwcze Młody — och, to Strach!

Uklęknij żwawo! Łuk napinaj, powietrze świstem strzał przecinaj

i ostrą włócznię pogrąż w pustych, urągliwych krzach!

Nie stanie się twym chęciom zadość: drży dłoń, a w licach widna bladość...

To Strach, to Strach, Myśliwcze Młody — och, to Strach!

Gdy w kłębach kurzu grzmi huragan, gdy bór się wali, wichrem smagan,

gdy tnie ulewa, rozmywając grząski żwir i piach —

nad ryk zawiei i nad gromy głos huczy groźny, nieznajomy:

To Strach, to Strach, Myśliwcze Młody — och, to Strach!