Idziem w ślady za foką, w jej kryjówkę głęboką:

Już słyszymy jej chrobot — w odległości trzech piędzi...

Kryć się w mig za lodozwał!... Nikt się słowem nie ozwał...

Czatujemy na lodów krawędzi...

Foka z wód się wychyli — my się porwiem w tej chwili —

Oszczepami ją po łbie!... Nikt niech ciosów nie szczędzi!

Zanim zipnąć zdołała, już ją łowcy dobili

I powlekli po lodów krawędzi...

Rękawice nam skrzepły od zamarzłej krwi ciepłej,

W oczy tnie nas zawieją, wiatr w powieki nas swędzi —