Hej! Słaliż oni mi meldunki o świeżym w polu ścierwie —

Hej, meldowałem im zwierzynę, nad lasem mknąc w rezerwie...

A teraz nikt się już nie ozwie — i ślad się wszelki przerwie.

Ci, co łowiecki zew rzucili po rosie, wśród rozłogów —

(Baczność! Chil idzie! Chil!)

Ci, co jelenie osaczali — niebaczni jego rogów —

(Ze świtą Chil idzie! Chil!)

Ci, którzy wlekli się za węchem — lub kryli się w gęstwinie,

Ci, którzy byli rączy w nogach — lub nie mniej rączy w czynie,

Nie będą odtąd gnać po kniei — i wszelki ślad ich zginie...