Grdyka Mowgliego poruszała się z trudem, jak gdyby prężyły się w niej wszystkie mięśnie, a głos wydarł mu się z niej niemal przemocą.

— Przyjdę, przyjdę z pewnością! — zapewnił chłopak Messuę, po czym odepchnął głowę wilka, łaszącego się pod progiem.

— Mam ja z tobą na pieńku, Szary Bracie. Czemuście nie przybyli we czwórkę na moje wezwanie? Wołałem was przecie tak dawno!

— Tak dawno? Ależ to było w noc zeszłą! Ja... to jest my... śpiewaliśmy nowe pieśni wśród kniei, boć to przecie Czas Nowej Gwary! Czyżeś zapomniał?

— Owszem! Owszem! Przypominam sobie.

— A ledwośmy odśpiewali pieśni — ciągnął Szary Brat poważnym głosem — poszedłem w trop za tobą. Prześcignąłem wszystkich, bom mknął, co sił w nogach. Ej, ej, Braciszku, ale cóżeś ty zrobił najlepszego... iżeś jadł i spał z Ludzkim Plemieniem?

— Nigdy by do tego nie doszło, gdybyście przyszli na moje wezwanie — odrzekł Mowgli, przyśpieszając biegu.

— A co teraz będzie? — zapytał Szary Brat.

Właśnie Mowgli miał odpowiedzieć, gdy na ścieżynce, wiodącej z końca wsi, ukazała się jakaś dziewczyna w białej odzieży. Szary Brat zszedł jej z oczu natychmiast, a Mowgli schował się cicho w łan młodego, choć już bujnego zboża. Mógł nieomal tknąć ją ręką, gdy ciepłe, zielone łodygi zwarły się przed jego obliczem, tak że zniknął poza nimi niby cień. Dziewczyna krzyknęła, jakby ujrzała widmo, potem westchnęła głęboko. Mowgli rozgarniał dłońmi zboże i przyglądał się jej, póki nie zeszła mu z oczu.

— Teraz ja nie wiem, co się ze mną dzieje — rzekł, odpowiadając westchnieniem. — Och, czemuście nie przyszli, gdym was wołał?