— Słuchaj, o najulubieńszy! — mruczał Baloo. — Niczyje słowa, niczyja wola nie zdoła cię powstrzymać! Głowa do góry! Zastanów się tylko... kto będzie się dopytywał o Władcę Dżungli?... Ja widziałem, jak bawiłeś się... o tam opodal... białymi kamykami, gdy byłeś jeszcze małą żabką... Widziałem cię takim... jak i pantera Bagheera, która wykupiła cię za cenę świeżo ubitego byczka. Z czasu owych wilczych oględzin pozostaliśmy jeno my dwaj, bo twoja przybrana matka Raksha pomarła wraz z twoim ojcem. Dawna gromada wilcza też powymierała różnymi czasy. Wiesz sam, co się stało z Shere Khanem! Akela poległ wśród rudych psów, gdzie wyginęłaby również i druga Drużyna Seeoneeńska, gdybyś jej nie uratował swą przebiegłością i siłą. Nic już się nie ostało, jeno stare gnaciska. Ty zasię nie jesteś szczenięciem, co rozstaje się ze swoją gromadą; jesteś Władcą Dżungli, który obrał sobie nowy trop. Kto będzie stawiał Człowiekowi zawady w jego drogach?
— Ale co powie Bagheera... i ten Byk, co był za mnie okupem?... — zatroskał się Mowgli. — Nie chcę.
Słowa jego przerwał nagły ryk i chrzęst w zaroślach... Pod skałą ukazała się Bagheera, zwinna, mocna i straszliwa jak zawsze.
— Oto powód, dla którego nie przybyłam wcześniej! — odezwała się pantera, wyciągając prawą łapę, z której sączyła się świeża krew. — Polowanie trwało długo... ale powiodło się na koniec... i oto w zaroślach leży zabity dwuletni byczek... ten właśnie byk, który zwalnia cię od zobowiązań! Wszystkie długi zostały spłacone! Co się zaś tyczy innych spraw, to przyłączam się do głosu Baloo!
I polizała stopę Mowgliego.
— Pamiętaj, że Bagheera kochała cię zawsze! — wykrzyknęła w końcu i oddaliła się w podskokach. U podnóża góry zatrzymała się i jęła wołać znowu, przeciągle i donośnie:
— Szczęśliwych łowów na nowym szlaku, Władco Dżungli! Pamiętaj, że Bagheera kochała cię zawsze!
— Słyszałeś?... — rzekł Baloo. — Już się skończyło! Czas ci odejść... ale wpierw podejdź ku mnie!... O mała, mądra Żabuniu, podejdź ku mnie na chwilę!
— Trudno i ciężko jest zrzucać s-s-skórę! — zauważył Kaa, gdy Mowgli zanosił się rzewnym płaczem, tuląc głowę do boku oślepłego niedźwiedzia i obejmując mu rękami szyję, a Baloo z trudnością usiłował lizać jego stopy.
— Gwiazdy już bledną — ozwał się Szary Brat, wciągając w siebie dech poranku. — Gdzież urządzimy dziś dzienne legowisko?... Od dziś przecie będziemy chodzili innym tropem!