Blask nas razi, co dnieje — a więc biegnąc przez knieję,

mrużym ślepia, by widzieć z daleka;

a na niebie złowieszczo dzikie kaczki gdzieś wrzeszczą:

„Dzień już nastał — czas władzy Człowieka!”.

Na ścieżynach już do cna wyschła rosa ta nocna,

ode której grzbiet cały nam wilgnął;

a tam, kędyśmy pili, pełno błota w tej chwili —

i do brzegów muł przywarł i przylgnął.

Zorza, podła zdrajczyni, jawnym każdy ślad czyni,

kędy przeszły pazury lub szpony.