— Nie słyszałem nic, moje dziecię! — odezwał się Mugger, przymykając jedno ślepie. — Miałem wodę w uszach, a dotkliwy głód pozbawił mnie przytomności. Od czasu gdy wybudowano most kolejowy, moi wieśniacy ostygli w miłości ku mnie... aż mi się serce kraje z żalu.
— Kraje się z żalu... to wielkie, to szlachetne serce! — zajęczał szakal. — Ach, jakiej dożyliśmy hańby! Ale wydaje mi się, że wszyscy ludzie są jednacy!...
— Bynajmniej! — odparł Mugger głosem łagodnym. — Są zaiste pomiędzy nimi znaczne różnice. Niektórzy są chudzi jak szczapy, inni zaś tłuści jak młode szak... chciałem powiedzieć, młode psiaki. Nie chciałbym bez powodu uchybiać ludziom. Trafiają się między nimi (to prawda) typy najrozmaitsze, jednakże długoletnie doświadczenie pouczyło mnie, że biorąc wszystko pod uwagę, są to na ogół z kościami poczciwe istoty. Nie dopatrzyłem się żadnych rzeczy zdrożnych ani u mężczyzn, ani u kobiet, ani u dzieci, a pamiętaj, moje dziecię, że kto gani innych, tego inni też ganią.
— Pochlebstwo to rzecz gorsza od pustej puszki blaszanej, połkniętej niebacznie! Atoli to, co usłyszeliśmy przed chwilą, było głosem prawdziwej mądrości — zawyrokował Adiutant, opuszczając nogę, dotąd podniesioną.
— Ale pomyśleć, jaką czarną niewdzięczność okazują ludzie temu oto dostojnikowi!... — zaczął szakal czułym głosem.
— Nie, nie, nie jest to niewdzięczność! — sprzeciwił się Mugger. — Ot, po prostu nie chce im się zastanawiać nad cudzym losem. Natomiast ja, gdym leżał na mym czatowisku koło brodu, zwróciłem na to uwagę, że schody nowego mostu są nader strome i uciążliwe zarówno dla ludzi starych, jak i dla małych dzieci. Jeżeli mam być szczery, to nie tyle żal mi starych, ile współczuję, prawdziwie współczuję, małym, tłuściutkim dziateczkom. Mam jednakże nadzieję, że niezadługo, gdy most utraci powaby nowości, obaczymy znowu, jak dawniej, brunatne nogi mego ludu śmiało przechodzące w bród przez rzekę... a wówczas stary Mugger powróci do dawnej czci...
— Tak! Tak! — zaskrzeczał Adiutant, coś sobie przypominając. — Toż gotów jestem oddać głowę, żem dziś w południe widział równianki89 z kwiatów kaczeńca pływające u naroża ghaut. Kwiaty kaczeńca, jak wiadomo, są w całych Indiach uważane za oznakę hołdu.
— E, to omyłka... omyłka! Te kwiaty chciała mi przysłać żona miejscowego cukiernika. Biedaczka z roku na rok widzi coraz gorzej i nie potrafi odróżnić mnie, Muggera z Mugger Ghaut, od pierwszego lepszego drąga! Spostrzegłem od razu jej omyłkę, bom właśnie leżał pod samym ghaut, gdy ona rzucała wianki, a gdyby postąpiła choć krokiem naprzód, może bym jej zdołał unaocznić całą różnicę. Bądź co bądź, kobiecina miała zamiary poczciwe, a winniśmy zawsze zważać na intencję ofiary.
— Co tam przyjdzie z równianek kaczeńca temu, kto znajdzie się na śmietniku! — mruknął szakal, wyłapując pchły, ale jednocześnie strzelając okiem przezornie w stronę Obrońcy Nędzarzy.
— Prawda! — przyznał Mugger. — Tylko w tym sęk, że ludziska jeszcze nie pomyśleli o założeniu takiego śmietnika, który by się dla mnie nadawał. Widziałem już pięciokrotnie, jak rzeka odstępowała od wioski, zostawiając u jej stóp szmat nowego gruntu. Pięć razy widziałem, jak wioska zabudowywała się ponownie nad brzegiem... i pewno jeszcze z pięć razy zobaczę taką odbudowę. Nie jestem bowiem jakimś tam wyzutym z czci i wiary rybojadem-gawialem, co to, jak mówią, „popasa dzisiaj w Kassi, a jutro w Prajagu”. Jam jest wiernym i wiecznie czujnym strażnikiem rzecznej przeprawy. Trza90 ci wiedzieć, moje dziecię, że nie na darmo przezwano wioskę moim imieniem... zasię przysłowie powiada, że „kto długo czeka, zawsze w końcu doczeka się nagrody”.