Wszystkie spojrzenia zwróciły się w stronę, gdzie się znajdował dziki słoń Hathi — ale on stał nieporuszony, jakby nic nie słyszał. Hathi nigdy niczego nie przedsiębierze, póki nie nadejdzie odpowiednia pora; jest to jeden z powodów jego długowieczności.

— Jakże można zabijać Człowieka w czasach tak strasznych jak obecne! Czyż nie miałeś innej zwierzyny? — zadrwiła Bagheera, wyłażąc ze splugawionej wody i otrzepując, wedle kociego obyczaju, każdą łapę z osobna.

— Polowałem dla przyjemności, nie z głodu! — odburknął Kulas.

Znów się podniósł szept zgrozy, a Hathi łypnął w stronę Shere Khana białkami swych małych, czujnych oczu.

— Dla przyjemności — wycedził Shere Khan. — A teraz przychodzę napić się i umyć. Któż może mi tego zabronić?

Grzbiet Bagheery zaczął giąć się i prężyć jak trzcina bambusowa na silnym wichrze, w tejże jednak chwili Hathi wzniósł trąbę i przemówił spokojnie:

— Polowałeś dla przyjemności?

Gdy Hathi zapytuje, nie ma co zwlekać z odpowiedzią, toteż Shere Khan odezwał się tonem ugrzecznionym:

— Nie inaczej. Moja to była noc i mój przywilej. Wiesz przecież o tym, Hathi.

— Owszem, wiem — odpowiedział Hathi, a po chwili dodał: — Czy napiłeś się do syta?