— E, co się tym przejmować! — mruknęła Bagheera. — Ludzie to ludzie, nic więcej. Mordują się wzajemnie i jakoś im z tym dobrze!... Ów pierwszy mały człowiek leśny polował naprawdę zręcznie.
— Ludzie to po prostu szczeniaki, które gotowe potopić się, byle ugryźć kawałek księżycowego blasku zwierciedlącego się na wodzie. Ale cała wina jest po mojej stronie! — mówił Mowgli takim tonem, jak gdyby znał się wybornie na wszystkim. — Już nigdy nie przyniosę do puszczy żadnych obcych wymysłów... choćby były od kwiatów piękniejsze! Ten zaś dziwotwór — dodał biorąc ankus ostrożnie w rękę — winien wrócić do Ojca Okularników. Wprzódy jednak musimy się wyspać, a nie chciałbym spać obok tych ludzi... uśpionych... Trzeba też pogrzebać tę błyszczącą gadzinę... bo gotowa znów nam uciec i zabić jeszcze z sześciu ludzi. Wykop mi jamę pod tym drzewem.
— Ależ, Mały Bracie — burknęła Bagheera, podchodząc ku wskazanemu miejscu. — Powiadam ci, że ten krwiopijca nic tu nie jest winien. Całą biedę ściągają na siebie tylko ludzie!
— Wszystko jedno! — żachnął się Mowgli. — Kop jamę, ale głęboką! Gdy się przebudzimy, odgrzebiemy znów to dziwo i zaniesiemy je tam, skąd je wziąłem!
*
W dwie noce później, gdy Biały Kobra siedział markotnie w głębi mrocznej komory, osamotniony oraz pełen żalu i wstydu z powodu poniesionej straty, nagle przez szczelinę w murze przeleciał z furkotem królewski ankus nabijany turkusami i z głośnym szczękiem upadł na warstwę złotych monet.
— Ojcze Okularników! — zawołał Mowgli, chowając się przezornie za murem. — Dobierz sobie któregoś z młodszych a co tęższych i roztropniejszych plemieńców i we dwójkę pilnie strzeżcie królewskiego skarbca, by żaden człowiek nie wydostał się stąd żywcem.
— Aha! Mój ankus-s-s wraca do mnie! Wsz-sz-szak mówiłem, że w nim jest ś-ś-śmierć! Ale jak to się ss-stało, żeś ty jeszcze żyw? — słabym głosem zasyczał stary kobra, owijając się pieczołowicie wokół rękojeści ankusa.
— Sam tego pojąć nie mogę! Na Byka, który był okupem za mnie! Toż ten cudak położył sześciu ludzi trupem w ciągu jednej nocy! Nie pozwól, by miał jeszcze kiedyś wyjść stąd na światło dzienne!