— Bierz, mówię. Mnie to niepotrzebne. Chcę, byś miał go ode mnie na pamiątkę.
Pokusa była nazbyt silna, by można było jej się oprzeć.
— Złoty z ciebie człowiek, Dan — rzekł Harvey. — Zatrzymam go sobie na całe życie.
— Miło mi to usłyszeć — odrzekł Dan, śmiejąc się z zadowoleniem, a zaraz potem, chcąc zejść na inny temat, dodał: — Tak mi się zdaje, że twoja lina o coś zaczepiła.
— Zdaje mi się, że jest uszkodzona — rzekł Harvey, biorąc się do wyciągania. Zanim podniósł ją w górę, obcisnął na sobie rzemień i z głęboką radością posłyszał uderzenie końca pochwy o ławę.
— Ale też mam z tą liną utrapienie! — zawołał. — Zupełnie, jakby się znalazła na „polu poziomkowym”! Tu chyba jest tylko sam piasek, co?
Dan przechylił się i z miną znawcy pociągnął za linę.
— Tak by się zachowywała płastuga, gdyby na nią przyszły jakieś fochy. Ej, to nie „pole poziomkowe”! A rozchybotaj ją ze dwa razy. Już puszcza. Wyholujemy ją lepiej w górę, a będziemy wiedzieć na pewno.
Jęli ciągnąć razem linę, za każdym obrotem przywiązując ją do kołków. Niewidoczny ciężar wzrastał, czyniąc ruchy coraz ociężalszymi.
— Oho! Zdobycz! Ciągnij! — wołał Dan.